DZIAŁY

SKLEP.GILDIA.PL

Jess Rothenberg. Po tamtej stronie ciebie i mnie.
Data premiery rynkowej: 31 maja 2012>
Cena: 34,00 zł  37,80
Clive Cussler. Vixen-03.
Spodziewana premiera rynkowa minęła 15 maja 2012 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 34,00 zł  37,80
Lara Adrian. Rasa Środka Nocy #8 - We władaniu północy.
Data premiery rynkowej: 17 maja 2012>
Cena: 31,30 zł  34,80

BANNERY

Gildia > Centrum Konwentowe > Dni Fantastyki > Dni Fantastyki 2011 > Relacja z Dni Fantastyki 2011 we Wrocławiu


Relacja z Dni Fantastyki 2011 we Wrocławiu

Data publikacji artykułu: 20 lipca 2011
Autor: Kaelder Dherven

 

Piątek – 24 czerwca – Wejście smoka II i 1/34
 
Jak na prawdziwego polskiego turystę przystało, pakowanie rzeczy rozpocząłem na kilka godzin przed spodziewanym wyjazdem do Wrocławia. Ot, kilka drobiazgów, dwie książki, przybory do higieny osobistej, śpiwór i gra bitewna na ciężkie, nudne chwile. Moja przygoda rozpoczęła się od złapania porannego autobusu z mojego miasta, którym miałem udać się na Dworzec Łódź Kaliska, a stamtąd pociągiem do Wrocławia Głównego. Po kupieniu biletu i wtaszczeniu moich bagaży na peron, oczekiwałem na przyjazd transportu o 7:39. Teoretycznie, a przynajmniej według internetowego rozkładu jazdy PKP, pociąg pospieszny miał jechać nieco ponad 4 godziny. Po usadowieniu się w przedziale (w którym znajdowała się przez dłuższy czas razem ze mną tylko jedna osoba) i przejechaniu kilkunastu kilometrów, pan konduktor wkroczył do przedziału z wielce zatroskaną miną, oświadczając, że przejażdżka przedłuży się o dodatkowe 40 minut, po czym szybko sprawdził bilety i wyszedł. Możecie tylko domniemywać mojej reakcji na tę jakże fantastyczną wiadomość. 
 
 
To był jednak zaledwie początek. Po dojechaniu na miejsce i wyjściu z pociągu, moim oczom ukazał się widok iście apokaliptyczny (Fallout i inne gry, których akcja rozgrywa się w postapokaliptycznym świecie po prostu wymiękają). Zniszczona powierzchnia peronu, szkielet dachu i ogromna kolejka do kas biletowych. Tak mniej więcej przedstawiał się wrocławski horror. Aby dojechać na Dni Fantastyki, musiałem w jednej z takich kolejek biletowych stanąć, ze względu na potrzebę nabycia biletu do Leśnicy (miejsca, gdzie znajduje się Centrum Kultury Zamek – cel tułaczki) no i zabicia czasu w oczekiwaniu na pociąg. Towarzyszem mej niedoli był przyjaciel z Jedi Order, a w pociągu do Leśnicy także fani Star Wars z różnych zakątków Polski. 
 
Po dwudziestominutowym ściskaniu się w pociągu i piętnastominutowym spacerze do zamku, udało się mnie dostać na miejsce. Jeszcze tylko krótki postój w kolejce i zostałem właścicielem zupełnie nowej, nie śmiganej przepustki Twórcy programu oraz skromnego zestawu konwentowicza, czyli programu imprezy wraz z opisem punktów programu, darmowego komiksu i gazetki reklamowej (w sam raz do ….). 
 
Pierwszy raz bywa najtrudniejszy, o czym przekonałem się próbując dotrzeć do sali Gwiezdnych wojen, która znajdowała się w tylnej części zamku. Ktoś miał iście ułańską fantazję rozlokowując ją właśnie tam. Jedynym sposobem dostania się tam, było przejście przez hall, następnie wyjście na dziedziniec bocznym wyjściem i przejście po schodach przeciwpożarowych wijących się w górę wieżyczki zamkowej. Moc wrażeń i walnięcie się w głowę o metalowe schody – gwarantowane. 
 
Pierwsza prelekcja na jakiej byłem, nosiła tytuł Konflikty zbrojne w świecie Gwiezdnych wojen, której autorem był Wojciech „Wojstar” Tabor. Tematyka prelekcji dotyczyła najważniejszych konfliktów, znanych przede wszystkim z książek, komiksów i gier, czyli szeroko pojętego Expanded Universe (nie da się zaprzeczyć, ze batalie filmowe również były omawiane). Sposób prowadzenia, przynajmniej w moim odczuciu był średni, zważywszy na częste czytanie tekstu z monitora i pomijanie kilku istotnych kwestii oraz wydarzeń. Wraz z jej końcem, postanowiłem zrobić sobie przerwę i obejść zamek, w tym również znajdujące się w nim stoiska z książkami i komiksami. 
 
 
O godzinie 16:00, nadeszła kolej na mnie. Moje wystąpienie nosiło tytuł: Japońskość Gwiezdnych wojen i było skupione na związku Gwiezdnych wojen z krajem Kwitnącej Wiśni. Znalazły się oczywiście ukłony Lucasa w stronę wybitnego japońskiego reżysera Akiry Kurosawy (w Sobowtórze był on jednym z producentów wykonawczych), najsłynniejszych japończykach zajmujących się Gwiezdnymi wojnami, konwentach japońskich no i ciekawostkach. Prelekcja spotkała się z dosyć ciepłym przyjęciem, choć muszę przyznać, że nie obyło się bez drobnych zająknięć z mojej strony. Kolejny koniec i kolejna przerwa, w trakcie której poza strawą dla ducha, należało zadbać o pokarm dla ciała. W tym celu wraz z moimi towarzyszami (których serdecznie pozdrawiam), udaliśmy się na pyszną pizzę w lokalnej restauracji. Miła atmosfera dopisała, tak samo zresztą jak i dyskusja na ulubione tematy. Końcówkę dnia, czyli godzinę 21:00 uświetnił duet Jakub „borg” Rzepecki i Michał „mfx” Lisiecki, unikalnymi sposobami na przeżycie powstania robotów.. Lekka, przyjemna i szczegółowo wytłumaczona prelekcja, w której gościł Terminator czy Robocop. Merytorycznie niczego chłopakom nie można zarzucić i nikt nie opuścił jej znużony. 
 
Sobota - 25 czerwca – Dzień Drugi Comeback
 
Po nocy spędzonej w szkole, ponownie silna grupa pod wezwaniem SW, wyruszyła na polowanie do okolicznego sklepu samoobsługowego. Moje skromne zakupy: 7 days, rogal zwykły bezsmakowy i dwie bułki słodkie z tajemniczym nadzieniem (po bliższych oględzinach okazało się, że miały w sobie śladowe ilości sera – nie, poza serem nic tam nie było). Czas jednak gonił, a o 11:00 zaczynało się zgodnie z programem spotkanie z aktorką Femi Taylor (Twi’lekiańska tancerka w pałacu Jabby z „Powrotu Jedi”, która stała się pożywieniem dla Ancora – widać smaczny był z niej kąsek). Opowiadała ona o tym, jak dostała się na plan filmowy, co ją urzekło w swej postaci, ciekawostki z planu zdjęciowego no i o swej przyszłości oraz szansach zagrania w kolejnych częściach (z widowni padły też stwierdzenia, że aktorka nieźle się trzyma, czemu nie dało się zaprzeczyć). Po owacjach, na scenę wkroczyli członkowie naszego polskiego Rebel Legionu (przekupili mnie, X-wingiem z Castoramy, bym zamieścił ich w tej relacji) wraz z czeskimi przyjaciółmi z Lion Outpost. Omówili funkcjonowanie jednostki w Polsce, wydarzenia w jakich brali udział oraz szczegóły dotyczące posiadanych kostiumów przez każdego członka. Lion Outpost również nie pozostał w tej kwestii w tyle. Czesi przedstawili swój niewielki, ale wylansowany oddział, który mimo małej liczebności, nadrabia dużą ilością przeróżnych kostiumów, będących w posiadaniu każdego z członków. Nie szczędzono także słów na temat obecności Outpostu na wydarzeniach związanych zarówno z fantastyką jak i ogólnych imprez w Czechach. Wraz z maksymalnym wyeksploatowaniem posiadanego przez te organizację czasu, ich miejsce zajęło spotkanie ze Stevem Sansweetem. Do kwietnia bieżącego roku, był ambasadorem LucasFilmu oraz przedstawicielem tej firmy ds. relacji z fanami, prywatnie zaś jeden z największych kolekcjonerów gadżetów związanych z Gwiezdnymi wojnami. Pojawiały się pytania wszelakiej maści. Czy Lucas ma jakieś szczególne plany wobec Gwiezdnych wojen, co będzie z SW po jego śmierci, czy trwają prace nad serialem aktorskim? W pewnym momencie sam Sansweet, żałował, że nie zapytano go o bardziej prywatne pytania. Pod koniec rozmowy uknute zostało także stwierdzenie, że nic już w Gwiezdnych wojnach nie jest kanoniczne (poza samym Makerem). 
 
 
Kolejna dłuższa przerwa nastąpiła po ostatnim pytaniu ze strony publiczności. Gwiezdne wojny to jedno, ale wola przetrwania na konwencie to już inna para kaloszy. Druga wyprawa po pierści… zaraz to nie ta bajka. Jeszcze raz. Druga wyprawa po pizzę ruszyła pełną parą, w tej pełnej niebezpieczeństw przygodzie, czasami z narażeniem życia, brali udział zarówno członkowie ogólnopolskiego stowarzyszenia Jedi Order oraz lokalny Łódzki Fanklub Star Wars (w składzie osobowym w wersji lite lub ekono, jak kto woli). Przy okazji warto wspomnieć, że Steve Sansweet otrzymał także honorowe członkostwo ŁFSW i pamiątkową naszywkę. 
 
O godzinie 17:00 nadeszła pora na telestwora, czyli o Flocie Rebelii i Nowej Republiki od Galaktycznej Wojny Domowej, aż do Yuuzhan Vongów słów kilka autorstwa Radosława Jawora. Wielość statków zaskoczyłaby niejednego oblatywacza, a profesjonalne podejście do tematu zachwyciło moim zdaniem wielu. Korwety, niszczyciele, myśliwce i wreszcie także transportowce, wszystko opatrzone zgrabnym komentarzem prelegenta i konkretnymi detalami w kwestii samych statków. 
 
Później otrzymaliśmy dawkę jasnowidztwa w prelekcji noszącej tytuł Co by było gdyby – alternatywna rzeczywistość w Gwiezdnych wojnach Aleksandry Alex Verse Naberie Stasina. Jak Gwiezdne wojny potoczyłyby się, gdyby Luke jednak wybrał Ciemną Stronę, a Vader przeżyłby i odkrył w sobie pokłady Jasnej Strony? Jak wyglądałby romans Obi-wana z Padme lub którąś z dworek? A może trójkąt? Te i wiele innych figur geometrycznych, ze szczyptą opowiadań fanowskich i specyficznym punktem widzenia, przekonało znaczną część widowni, że Gwiezdne wojny mogą być uznane za bardzo dziwny film. Pod koniec autorka uraczyła nas także przyjemnym klipem stworzonym przez nią samą. 
Następnie była kolejna, druga już prelekcja poprowadzona przeze mnie: Trash compactom – niewykorzystany potencjał odrzuconych książek, komiksów i scen w Gwiezdnych wojnach. Jeżeli chciałeś dowiedzieć się o utworach lub grach, które niestety nie mogły się okazać z różnych powodów np. gra Imperial Commando, Knights of the Old Republic III czy trylogia Knightfall lub Ucieczka z Dagu, to ta prelekcja mogła być wprost idealna dla Ciebie. Pod koniec udało się także przeprowadzić skromny konkurs, którego zakończenie miało odbyć się po ostatniej mojej prelekcji ok. godziny 23:00. Do wygrania były figurki Star Wars Miniatures oraz książka Luke Skywalker i Cienie Mindora. Nie trudno było zgadnąć, że fundatorem byłem ja sam.
 
Ostatnią moją prelekcję poprowadziłem w znacznie uszczuplonej grupie składającej się z kilku osób. Cóż, można powiedzieć, że kto był uważny i cierpliwy mógł jeszcze powalczyć o atrakcyjne nagrody. Najlepsi z najlepszych – elitarne jednostki w Gwiezdnych wojnach poświęcona była w całości przekrojowi największych i najlepszych oddziałów specjalnych, które wykonywały najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze zadania. Sabotaż, przeciwdziałanie terroryzmowi, zwiad, odbijanie zakładników, szybkie akcje ratunkowe i działania na tyłach wroga, to zaledwie ułamek mnogości zadań jakich się podejmowali. Znaleźli się wśród nich Senaccy komandosi, klony ARC i klony komandosi, Mandaloriańscy Superkomandosi oraz inni. Dodałem także specyficzne słownictwo oraz kilka ciekawostek dla pobudzenia uwagi odbiorców. Zwycięzcą krótkiego konkursu z wiedzy prelekcyjnej okazał się Mefisto, poza nagrodą rzeczową otrzymał też zaszczytny uścisk prezesa ŁFSW.  
 
 
Wieczorem odbyła się luźna gra w Jungle Speed’a, w trakcie której każdy nabawił się licznych siniaków (bo to brutalna gra była). Zabawa trwała kilka godzin, lecz ja musiałem niestety udać się nieco wcześniej na spoczynek. 
 
Niedziela – 26 czerwca – Dzień Trzeci It’s the Final Countdown
 
Niedziela miała obfitować w wielkie plany polegające na odwiedzeniu kilku fajnych punktów programu, jednak jak to często bywa na samych słowach i życzeniach się wszystko skończyło. Nadszedł za to czas powolnego pakowania manatków i szykowania się na pociąg powrotny. Przed tym procederem jednak, należało zrobić zakupy w postaci: bułek i rogala (wiem, wiem rogalofil ze mnie jest). Po zakupach, pożegnaliśmy się ze znajomymi i udaliśmy się ze skromną ekipą ŁFSW (Ja, Roan i Nelani) pociągiem na dworzec Wrocław Główny. Tutaj pofolgowaliśmy sobie troszkę kupując pysznego polskiego gyrosa, do zjedzenia którego namawiały nas Panie sprzedające je w okolicznych budkach. Z tłumu wyróżniała się jednak Nelani, wybierając deser zamiast porządny obiad. 
 
Pociąg jednak spłatał po raz kolejny figla i dojechał do Łodzi opóźniony o ponad godzinę. Jednak to już zupełnie inna opowieść. 

Podyskutuj o tym konwencie na forum!