Historia konwentów

Autor: aDiego
24 lutego 2006

Patrząc z perspektywy czasu historia KONTURów jest długa i ciekawa. Jako organizatorowi wszystkich dotychczasowych jest mi trudno pisać o nich obiektywnie. Popełniliśmy w nich sporo błędów, ale było w nich i wiele wartościowych rzeczy. Mogę jedynie przytoczyć trochę suchych faktów. Zacznę od tego:

Pierwszy KONTUR 04-07.06.1987r, Supraśl

Został przygotowany przez Kluby TAURUS i UBIK. Stąd się wzięła również nazwa: KONwent Taurusa i Ubika Razem. Tematem zjazdu był Komiks w Fantastyce. Przygotowaliśmy specjalną wystawę komiksów i zaprosiliśmy specjalistów od tego gatunku. Gośćmi imprezy byli: przede wszystkim -Jacek Rodek, twórca Funky Kovala, Marek Oramus - jeszcze wtedy nie redaktor, a Pisarz SF; oraz młody dobrze zapowiadający się Feliks W. Kres - autor opowiadań o Grombelardzie. Odbyły się obowiązkowe spotkania r autorami, wyświetlono masę filmów, które w tamtych czasach cieszyły się olbrzymią frekwencją, sporo konkursów tematycznych, no i oczywiście ognisko, przy którym podczas pieczenia kiełbasek i integracji fandomu zorganizowano spotkanie z Kresem celem zbratania się braci fandomowej z pisarzami. Na naszą specjalną prośbę odbyło się tez spotkanie z ówczesnym prezesem ŚKFA Piotrem Kasprowskim (OŻW ). jedynego klubu w Polsce, który posiadał osobowość prawną w tamtym czasie. Jak było świadczą zdjęcia w prywatnych i Klubowych albumach. Jak na pierwszy raź impreza nam się udała. A podczas KONTURU rozstrzygnięto II-gi konkurs plastyczny na rysunek i obraz o tematyce SF ogłoszony przez nasze Kluby. Pierwsza nagroda była premiowana wyjazdem na POLCON w Warszawie dokąd zawieźliśmy naszą wystawę.

KONTUR' 88 - Groza w fantastyce, 26-29.05.1988

W tym samym mieście i w tym samym ośrodku co poprzedni. Tym razem gośćmi byli: Wiktor Grąbczewski - kustosz muzeum diabła w Warszawie, który przywiózł ze sobą małą wystawę, Krzysztof Sokołowski - publicysta i Paweł. Ziemkiewicz - krytyk, naukowiec, biolog. Impreza została zaplanowana według wzorów z innych konwentów spotkania z gośćmi, filmy, konkursy. Nowinkami były ogniska, nieplanowane zabawy w lesie oraz dyskoteki w piekiełku zwanym U Draculi, gdzie serwowano nieznane piwo Krwawy Chmiel. Nowością był też bankiet, na którym podano białostocką specjalność - Pangalaktyczny Gardłogrzmot. W ostatnim dniu rozstrzygnięto III Ogólnopolski Konkurs Plastyczny, laureaci którego premiowani byli wyjazdem na POLCON (tym razem w Katowicach) oraz odbyła się takż e "goła dyskoteka" - hit całego KONTURU.

KONTUR' 89, 04-07.O5.1989, Supraśl

Temat był dość krótki i trywialny: Fantasy. W zasadzie przeszedłby bez echa, bo program był jak na każdym konwencie. Spotkania z gośćmi: Wiktorem Bukato redaktorem wydawnictwa Alfa, Krzysztofem Sokołowskim i młodym pisarzem Jackiem Piekarą. Trochę filmów, które nb. zaczęły tracić na popularności i konkursy. I na tym można byłoby zakończyć ten opis gdyby nie... no właśnie. Rok wcześniej w klubie pojawiło się kilka młodych zdolnych osób. Ponadto przynieśli do Klubu nowości - gry RPG. Sam spróbowałem w tym sił i postanowiłem - "to musi być główny punkt programu na najbliższym KONTURze". I tak się stało. Z duszą na ramieniu (szczególnie autorzy gry: Adam Matusewicz, Daniel Wiktorowicz i Magdalena Szlęzak) rozpoczynaliśmy KONTUR. Okazało się, że cały pozostały program przestał się liczyć. Kiedy tylko ogłosiliśmy rozpoczęcie zapisów do Pierwszej W Polsce Terenowej Gry Fantasy okazało się, że chętnych jest więcej niż przewidywaliśmy. Zbólem serca musieliśmy ograniczyć ilość startujących do 10-ciu pięcioosobowych drużyn. Kiedy wyruszyła ostatnia ekipa, ośrodek opustoszał. Wszyscy byli na trasie, by grać lub obserwować grę. Zabawa była przednia, a wyłonienie zwycięzców bardzo trudne. Co do jednego nie było wątpliwości. Jedna z drużyn zwana PÓŁTONÓWKĄ nie dała się sklasyfikować pod żadnym względem. Byli niesamowici i niepowtarzalni. Tam gdzie inni starali się rozwiązać problemy na siłę lub zręczność oni wykorzystywali do tego swój wdzięk i urok osobisty. Na siłę byli nie do pokonania. Dlatego też autorzy gry postanowili przyznać im specjalną nagrodę za "Niestandardowe rozwiązania w Pierwszej Terenowej Grze Fantasy" W skład drużyny wchodzili:
Beata Matuszak {Collaps Gdynia),
Grzegorz Jaworski i Marek Eugowski (Żyrafan Żyrardów),
Lesław Olczak (Warszawa)
Piotr Kasprowski (OZW, ŚKF' Katowice),
oraz suka bojowa Bąbel rasy, jamnik.
Poza tym klasyfikacja przedstawiałasię następująco:
1)Koksodrom Zdzteszomce 190 pkt.
2)Deneb Lódż 157 pkf.
3)Collaps Gdynia 130 pkt.
4)Kwant Szczecin 5}ŚKF Katowice i Mordor Gdynia
6) Diuna Wałcz
7) Stadoła Warszawa
8) Sfinks Ł6dź.
  Ponadto odbył się Wielki Turniej Rycerski, w którym trzeba było się wykazać siłą, zręcznością t znajomością sztuk walki. Najlepszym w strzelaniu z łuku, rzucaniu toporem, strzelaniu z kuszy i w walce konnej okazał się Wiktor Kuligowski z Olsztyńskiego Stalkera. Dla umysłowców atrakcją były codzienne krzyżówki z nagrodami. Ostateczną zabawą tego KONTURu był Książęcy Bankiet na którym zaserwowano tradycyjnego Gardłogrzmota i Książęca para wręczyła nagrody wszystkim zwycięzcom. Przebieg uroczystości zakłócił nieprzewidziany incydent. Przekupna drużyna wojów zdradziła swojego Księcia i porwała jego bratanicę. Zapanował rwetes i biegania. Miało Już dojść do pojedynku Magów na czary i magia aż zgęstniała w powietrzu gdy przyszło opamiętanie. I tylko pacyfistycznym poglądom Pawła Ziemkiewicza nie krew nędznych porywaczy, a słony okup (który o mały włos nie doprowadził da ruiny Księstwa) uratował Jej Wysokość Księżniczkę. Ponadto zanotowaliśmy nie pobity do tej pory rekord KONTURu. W imprezie wzięło udział 150 osób (ośrodek liczył 98 miejsc noclegowych) :)))

KONTUR' 90, 03-06.05.1990

Jak zwykle w tym samym miejscu (od tej chwili należy pamiętać, ze KONTUR odbywa się ciągle w tym samym ośrodku wypoczynkowym w Supraslu), a Jego tematem przewodnim była Space Opera czyli Akademia Kosrniczna. Po ogłoszeniu terminu w środowisku fandomowym zewsząd słyszeliśmy pytania: czy i w tym roku zorganizujemy grę terenową. A jakże. Postanowiliśmy, iż od tej pory Gra Terenowa będzie głównym punktem programu naszej imprezy. Co prawda parę osób zastanawiało się jak my ta zrobimy, ale ja wierzyłem w zdolności naszych MG -Magdy, Adama i Daniela. Na wstępie od razu po przyjeździe każdy z uczestników otrzymywał identyfikator ze zdjęciem i plan zajęć. Każdy z przyjezdnych był traktowany jak elew w szkole oficerskiej. Odbył się uroczysty apel z odegraniem hymnu Akademii z wciągnięciem flagi na maszt, a następnie spotkanie na temat gry. Miało ono specyficzny charakter. Był to po prostu cykl wykładów: z biologii kosmicznej {Katarzyna), historii, konfliktu(Magda) i zajęć z wojskowości (Daniel). Oczywiście wszystko kończyło się egzaminami z promocją do stopni oficerskich. Wieczorem ustalono drużyny i rankiem (10.00) wyruszono na poszukiwania nieznanej broni i zaginionego statku kosmicznego. Zabawa była przednia. Brylowały szczególnie dwa zespoły: Blood Angels z Gdyńskiego Collapsu i rozbudowana PÓŁTONÓWKA, która ponownie odniosła zwycięstwo. Jak zrelacjonował przewodnik: "trzeba było widzieć jak tych trzech grubasów usiłowało się ukryć przed nalotem pod tą sarną rachityczną jodełką o wys. 0.5 m. ". Colapsiacy z rozpaczy pozgarniali wszystkie pozostałe nagrody: za konkurs strojów {wspaniały zespołowy pokaz przysięgi grupy zdegenerowanych orków), w turnieju Space Opera. W konkursie na odkrywanie nowych światów oraz w kilku pozostałych. Poza tym odbył się także pokaz slajdów na świeżym powietrzu, ogniska, dyskoteki i bankiet z wręczeniem nagród oraz program filmowy dla tych co chcieli oglądać. Tym razem gości honorowych nie stało. Jak zeznawano - wszyscy wyjechali zadowoleni.

KONTUR' 91, 30.05-02.06.1991

Było to podyktowane koniecznością spasowania się z innymi imprezami. Tym razem za temat przewodni obraliśmy sobie legendę o Królu Arturze więc tytuł brzmiał: Święty Graal. Dla zaznaczenia jednak, że jest to NASZ Graal i legenda w NASZEJ przeróbce, główni bohaterowie nosili imiona rozpoczynające się na literę H (Artur, Merlin itp.) Grę przygotowali bardzo starannie Magda i Dariusz Hrymajlło (nb. ze Szczecina). Mistrzowie Gry postanowili ją uatrakcyjnić i zmienić wszystkie dotychczasowe zasady . Utworzono dwie drużyny - Dobra i Zła . Każda z nich miała za zadanie zdobyć dla siebie Świętego Graala, aby pokonać przeciwników. Tym razem daliśmy uczestnikom możliwość walki pomiędzy sobą. Niestety Dobrym i Złym nie chciało się walczyć ze sobą, a można nawet powiedzieć, że wręcz tego unikali. To co miało być plusem okazało się minusem tej gry i przeciągnęło ją nadmiernie. W końcu dla drużyny Dobrych Świętego Graala zdobyła Agnieszka Sylwanowicz z Warszawy . Pozostałe punkty programu odbyły się o wiele lepiej. I tak w turnieju rycerskim polegającym na wszelkich walkach średniowiecznych zwyciężył Gutek ze Szczecina a w konkursie strojów dwa pierwsze miejsca zajęły ekipy z Gdyńskiego Collapsu (pierwsze miejsce za szkocki taniec wojenny). Ponadto konkurs strojów był ubarwiany pokazem rakiet i rac świetlnych. Odbył się też konkurs na Rycerzy Okrągłego Stołu. Uczestnicy przed Arturem, jego bratanicą i Merlinem musieli wykazać się umiejętnościami w ogładzie salonowej, tańcach wojenno-towarzyskich, posługiwaniu się mieczem, czynnościami wojskowymi i harcie żołądka. Ci, którzy najlepiej przebyli te próby, byli przez Króla Hartura pasowani na Rycerzy Okrągłego Stołu według średniowiecznych tradycji pasowań na rycerzy. Ponadto jak zwykle trochę filmów, ogniska, bankiet i do domu.

KONTUR' 05.1992

Tym razem trochę uboższy , ponieważ wszystkie siły włożyliśmy w organizację POLCONu, który miał się odbyć w lipcu tego roku. Tematem KONTURu była Bajka. Przygotowaniem do gry byLa nauka w liceum im. Mary Poppins zakończona maturą ze znajomości bajek. Od tego egzaminu zależała profesja każdego ze startujących. Jednym z weselszych elementów gry była drużyna składająca się z samych krasnoludków z Sobieszewskiego Mordoru. Wygrał oczywiście zespól oparty na resztkach dawnej PÓŁTONÓWKI. Miał się odbyć też specjalny pokaz r JUGGERSÓW przygotowany przez jednego z zaprzyjaźnionych szczeciniaków, Niestety uczestnicy pokazu nie pojawili się na imprezie, więc ten punkt programu wypadł. Odbyły się za to: tradycyjny konkurs strojów, drużynowy konkurs bajkowy (startowały trzy zespoły: oldbojów, średniaków i młodzieży) oraz fan disco. Jednym z przyjemniejszych momentów okazał się tym razem Beer Testing wszystkich możliwych do zakupienia w owym czasiegatunków piwa.

KONTUR' 93, 13.05-16.05.1993

Prawdopodobnie data rozpoczęcia imprezy spowodowała początkowe trudności. Na miesiąc przed rozpoczęciem konwentu ośrodek odwołał naszą rezerwację, byliśmy zmuszeni zmienić miejsce. W rezultacie KONTUR '93 odbył się w Ogrodniczkach pod tytułem Pokochać Wampira. Grę tym razem przygotowania Katarzyna z pomocą młodego (wiekiem członków) klubu Gandalf. Polegała na tym by uratować niewinną wioskę (sic ) przed klątwą i najazdem wampirów. W ostatecznej rozgrywce okazało się, że zamiast atakować. wampiry poszły na piwo w przekonaniu, że gra już się skończyła. Gościem honorowym KONTURU był tym razem Andrzej Sapkowski. Odeszliśmy od sztampy i spotkanie z AS--em odbyło się w przepięknej scenerii Puszczy Knyszyńskiej w towarzystwie ptaszków, motylków i tych przeklętych komarów. Twórca wiedźmina nie mówił o tym jak go stworzył i co ma zamiar z nim dalej robić, ale o genealogii potworów, z których korzysta w swoich powieściach i r jakich mitologii się wywodzą. Spotkanie było bardzo przyjemne i kulturalne - takiego AS-a nikt dawno nie widział, a jeżeli chodzi o zachowanie pisarzy na konwentach to akurat nie on pokazał się z jak n ajgorszej strony. Odbył się konkurs strojów, ognisko i parę innych atrakcji, ktoś wygrał jakieś nagrody ale najważniejszą imprezą na tym konwencie były obchody rocznicowe: 5 lat KONTURu i 10 lat Ubika . Szczególnie ta druga uroczystość była świętowana hucznie. Najpierw organizowano kilka konkursów zręcznościowo-sprawnościowych i jako clou programu obchodów Wielki Turniej Tenisowy o Puchar Prezesa. Walka była zacięta (nawet do krwi). Ktoś dostał piłką, ktoś odniósł kontuzję ale wszyscy mówili, że byli wygrani ho dobrze się bawili Zwycięstwo odniósł Karol z Opola. Na zakończenie obchodów odbył się bankiet Klubu UBIK ku czci.

KONTUR' 94

Choć nie bez początkowych kłopotów odbył się jak zwykle w tym samym czasie i we właściwym miejscu. Temat Robin Hood ściągnął wielu miłośników fantasy i średniowiecza. Gra, a jakże, przygotowana przez Adama i Magdzioła, co prawda w nowym i nieznanym terenie była znowu odmienna stylem od innych. Po wstępnych, ciężkich eliminacjach, w których trzeba było wykazać się nie tylko siłą, sprytem, znajomością magii ale i umiejętnościami tanecznymi, chętnych podzielono na 3 drużyny: Robin Hooda, hrabiego de'Balam i jeszcze jedną (zapomniałem jaką). Każda z nich miała swój własny, odrębny cel do zrealizowania. Przeciwko nim wystawiono drużynę Szeryfa z Nottingham. Wśród biorących udział nie widziałem wielu osób, które nie występowałyby w przebraniu - co było dla nas miłym zaskoczeniem. Gra trwała bardzo długo i trzeba było zakończyć decyzją MG. Okazało się, że na samym początku przez nieuwagę jedna z drużyn zabiła najhardziej potrzebnegoNPC-a, bez którego zakończenie nie było możliwe. Jednak rozwiązaliśmy ten dylemat. Wygrały dwie drużyny: Robin Hooda i Hrabiego. Konkurs strojów nie był obficie obsadzony za to bardzo ciekawy choreograficzne. W turnieju rycerskim kobiety walczyły o lepsze z mężczyznami. Dowodem na to była Ewa Białołęcka - zwyciężczyni strzelania z kuszy. Parę dodatkowych atrakcji w postaci konkursów tematycznych i ogólnych, ognisko, bankiet z rozdaniem nagród i do domu.

KONTUR'95

"Człowiek wszedł do jaskini/ rozejrzał się wokoło,/ w kącie zobaczył niedźwiedzia./ Podszedł do niego, złapał za frak,/ kopniakiem pomógł mu opuścić lokal/ i odtąd sam zamiast niego/ w tej jaskini siedział.." Ten fragment nieznanego wierszyka dokładnie oddawał charakter naszej imprezy. Jaskiniowcy - taki był tytuł tego konwentu. Dodatkowo dla utrudnienia nam życia okazało się, że wszyscy, którzy znają się na organizowaniu gier zdają matury bądź są w komisjach maturalnych. Ale co to dla prawdziwego fantasty zaprawionego w konwentach. Pod kierownictwem Czempionów powstała gra bardzo pokrętna i podstępna. Przede wszystkim trzeba było dobrać się w dziesięcioosobowe grupy, wystartować w eliminacjach na wodza i szamana plemienia, znaleźć kobiety i dzieci plemienne. Poza tym nauczyć się operować językiem jaskiniowym (w tym celu w informatorze wydrukowano podręczny słowniczek jaskiniowca, oraz wyświetlono jako lekturę obowiązkową film pt. Caverman). Cały piątek trwały przygotowania-konkursy eliminacyjne do gry jak i inne atrakcje, łącznie z pieśniami jaskiniowymi przy ognisku (brawa dla Anny Strokowskiej). Gdy zakończyliśmy programowe atrakcje odbył się uroczysty bankiet z okazji 10-lecia TAURUSA. Były przemowy, prezenty, cóś i. tańce (gorzej było z wyżerką). Gościem honorowym na bankiecie była Prezes Europejskiego Stowarzyszenia SF, Bridget Wilkinson z Wielkiej Brytanii, doskonale zaprzyjaźniona z Katowicami i Białymstokiem. W sobotę od rana (ok. 11.00) zawodnicy rozpoczęli grę czyli Walke o Ogień - dosłownie. Taki był cel każdego zespołu. Dodatkowym utrudnieniem było to, że tym razem zabrakło "dobrych" NPC-ów. A przynajmniej zostało ich niewielu. Wszystkie zwierzęta były szablastozębne (łącznie z króliczkiem), a warunkiem przeżycia w dziczy była konieczność ciągłego zdobywania pożywienia. Jedynym ułatwieniem - to, że drużyny mogły się łączyć. Najlepsze kreacje stworzyli ci, którzy przyjechali jako uczestnicy, a wzięli udział jako zwierzęta bojowe, czyli najważniejsze punkty w grze. Nie wszystkim uczestnikom udało się przeżyć do końca, ale wszystkie zespoły rozpaliły ogień w jaskini. Wygrała drużyna z GKFu pod wodzą Alberta. Tego dnia odbyło się spotkanie dotyczące wyjazdu dużej grupy fanów z Polski na Światowy Konwent Miłośników SF w Wielkiej Brytanii konkretnie 53 WORLDCON in Glasgow (stąd obecność Bridget). Wieczorem jak zwykle bankiet, rozdanie nagród i zakończenie imprezy.

KONTUR' 96

Imprezą szczególna. W tym roku upływało 10 lat od. momentu, gdy zorganizowaliśmy pierwszy konwent. Z tej okazji jako gościa honorowego zaprosiliśmy Eugeniusz Dębskiego - świetnego pisarza, a przede wszystkim doskonałego gawędziarza. Zapraszaliśmy też Andrzeja Sapkowskiego, który niestety nie potrafił zachować się wobec naszego klubu au courant. Ponadto przyznaliśmy 10-letnim uczestnikom naszych zjazdów status gości zaproszonych. Temat imprezy był bardzo ciężki - Władca pierścieni. Największą naszą obawą stało się to, czy najmłodsi członkowie klubu dadzą sobie radę z tak poważnym tematem. Większość z nich nie miała jeszcze roku stażu, nie byli na innych konwentach i nic nie wiedzieli o tolkienistach. Co prawda prosiliśmy polskich tolkienistów o pomoc merytoryczną. Jedyną osobą, która odpowiedziała na nasz apel była Agnieszka Sylwanowicz z Warszawy. W trakcie trwania konwentu odbyło się z nią wspaniałe spotkanie, na którym młodzi wiekiem fanowie mogli się sporo dowiedzieć od Agnieszki o samej powieści, życiu autora, oraz czasach w których żył. Dziękujemy ci Agnieszko. Przygotowaniem do gry była biesiada i bal Hobbitów, podczas którego wszyscy chętni dowiedzieli się, że powstał następny pierścień, który należy zniszczyć aby uratować świat. Następnego dnia dwie drużyny (znaczy jedna zwykła a druga olbrzymia) wyruszyły na poszukiwanie Jedynego. Zabawy i błądzenia było sporo. Do kogoś trafiono, do kogoś nie... W każdym bądź razie wygrał normalny zespół z Gdańska z Albertem na czele i Rambo na końcu. Ponadto odbyły się prezentacje nowych systemów RPG, nie znanych jeszcze na terenie Polski. Konkursy wiedzy o SF w modnym ostatnio stylu l z l0, i konkurs wiedzy o J.R.R. Tolkienie. Na koniec Bankiet z okazji 10-lecia KONTURÓW, gdzie sporo było przemów, zwilżania gardła i rozdano nagrody za zwycięstwa. Mamy świadomość, że impreza jako zjazd Tolkienistów nie udała się (z braku typowych Tolkienistów), ale zapału - mam nadzieję - młodym fanom w Białymstoku nie zabraknie w organizowaniu następnych KONTUR6w.

KONTUR'97

Przygotowywany był staranie, i na miesiąc przed terminem przyszło załamanie. Nasze dotychczasowe miejsce, czyli ośrodek wypoczynkowy został sprzedany w ramach prywatyzacji z zamiarem przerobienia go na sanatorium. Byliśmy zmuszeni do poszukiwań nowego miejsca - niestety nie udało się nam znaleźć nic lepszego niż domki campingowe. Nie było to najlepsze, ale innym wyjściem było nie robić KONTURU wcale. Tak więc Konwent odbył się w dniach 22.05-25.05.1997 w Supraślu (ale w innym ośrodku). Jego tytuł Port Royal XI dawał znać, że będzie traktował o tematyce Hard SF, Space Opera i o Kosmicznych Piratach. Zamierzenia były dobre i młodzi organizatorzy przygotowali masę atrakcji dla swoich rówieśników. Niestety ci ostatni nie dopisali. Dopisali jednak starzy bywalcy i zjawili się jak zwykle. Gośćmi honorowymi byli tym razem Tomasz Kołodziejczak - pisarz, autor gier RPG, fan, oraz Piotr Krzywiec - białostocki reżyser amator, autor już trzech filmów, częściowoo tematyce SE Gra terenowa odbyła się w nowych, nieznanych lasach, co było jednakowym utrudnieniem dla obu stron. Zaskoczyła nas niesamowicie ilość startujących drużyn. Uczestników nie było aż tak wielu ale za to wszyscy wyruszyli na poszukiwania zaginionego statku kosmicznego i lekarstwa na śmiertelnego wirusa. Nielicznym nie udało się przeżyć. Pozostali szczęśliwie dotarli do końca swojej drogi i powrócili do domu. Zwyciężyła drużyna mieszana Gdańsko-Coś Tam - prowadzona przez Rambo. Wieczorem odbył się pokaz slajdów, który pokazywał całe dotychczasowe życie twórcy Port Royal XI, konkurs strojów, ognisko i żarcie urodzinowego ciasta. Ozdobnikami były: teatrzyk cieni w wykonaniu Rambo i konkurs siłowania się na rękę. W nocy miał odbyć się LARP lecz w związku z małą ilością chętnych odbył się w godzinach wcześniejszych. Trzeciego dnia z rana rozpoczął się Wielki Turniej Piratów. Konkurencje jak konkurencje, trzeba było jednak zobaczyć Tomka Kołodziejczaka siedzącego na szczycie jakiejś pochyłej dechy i udającego kosmitę dyskutującego z ludźmi. Jednąz konkurencji było układanie rymowanek. Ile w tym fandomie kryje się talentów (a wszystkie redakcje fanzinów narzekają na brak ludzi piszących). Nigdy nie słyszałem jeszcze tylu na raz wierszy o tematyce SF, i to ułożonych w ciągu pięciu minut. I nie były to bzdury (choćby Westchnienia do komunistki - autorstwa Papiera). Wieczorem jak zwykle ognisko z rozdaniem nagród. Szkoda, że nie odbyło się tyle z zaplanowanych atrakcji. Zazwyczaj jest to wina organizatorów. Tym razem jednak oni byli niewinni. Po prostu nie przyjechali gracze, dla których przygotowano te atrakcje, bo stary fandom ma swoje ustalone zabawy, w których bierze udział.

KONTUR "B" czyli fantastyka na działce '99 

Aby tradycji stało się zadość w dniach 28 - 30. 05 1999 roku obył się "KONTUR B". Niestety nie stać było nas na organizację normalnego konwentu więc zrobiliśmy mini - konwent. Początkowo zapowiadało się na więcej osób przyjezdnych. W takim układzie zaplanowaliśmy go na terenie ośrodka wypoczynkowego w Ogrodniczkach (znanego z KONTUR-u w 199 r). W końcu okazało się, że osób przyjezdnych będzie trochę mniej więc uradziliśmy aby "KONTUR B" urządzić w miłej i sympatycznej atmosferze. W wyniku debat i przemyśleń zorganizowaliśmy go na gościnnej działce u Joli i Marka Sokólskich czyli popularnych - Czempiona i Foki. Gośćmi zaproszonymi byli wszyscy, którzy przyjechali do Białegostoku. Zjawili się przedstawiciele Katowic, Łazów, Warszawy, Gdańska, Żyrardowa i Łomży. Świat pióra reprezentował obiecujący pisarz najmłodszego pokolenia - Wojtek Świdziniewski. Oczywiście resztę uzupełniała rzesza miejscowych fanów starszego pokolenia choć i "świeżych skórek" nie brakowało. Imprezę uroczyście otworzył prezes "UBIKa" Jarek Sokólski w towarzystwie swojego brata i gospodarza, po czym zaprosił wszystkich na posiłek z grilla. Oczywistym jest, że wcześniej wszyscy otrzymali i nformatory i znaczki konwentowe. Po posiłku rozpoczęły się rozmowy fanowskie na świeżym powietrzu oraz konkursy i zabawy. Marek Czempion przygotował konkurs znajomości muzyki seriali filmowych SF z polskiej telewizji. Z braku wideo dźwięk był emitowany z taśmy magnetofonowej. Konkurs wygrała koalicja katowicko - białostocka czyli Conan i Czempion (Jarek). Kolejną atrakcją były zawody we "Wbijaniu Gwoździ w Kloca". Startowali jednocześnie kobiety i mężczyźni, tylko te pierwsze miały o pięć uderzeń młotkiem więcej do limitu (15 i 10). W gorącej i "wietrznej" atmosferze (niektórzy usiłowali dmuchać aby młotek się "omykiwał") po zmierzeniu wysokości wystających części gwoździ okazało się, że wygrała Kasia Chaberek z Łomży (niby nasza ale nie nasza). Wieczorem tradycyjne ognisko z pieśniami zaangażowanymi i pieczonymi kiełbaskami. Oczywiście nie mogło zabraknąć tradycyjnej białostockiej "kulawki". Odbyła się też specjalna gra, coś pomiędzy karcianką, LARPem, przygotowana i poprowadzona przez Wojtka Świdziniewskiego. Następnego dnia pobudka o godzinie takiej aby wszyscy mogli się wyspać. Na śniadanie kolejna porcja z grilla i gorąca herbata oraz kawa. Program dnia rozpoczął się tradycyjnie - grą terenową przygotowaną przez Kasię Sawczuk. Sprawa polegała na pogodzeniu skłóconych ze sobą braci bliźniaków, (których akurat mieliśmy pod ręką). Ważne, że ludzie zechcieli się po raz kolejny pobawić w lesie. Po powrocie odbyło się spotkanie z redakcją "Widoku z Wysokiego Zamku" oraz nadzwyczajne otwarte zgromadzenie PTMF-u, na którym podjęto ważne decyzje co do istnienia Towarzystwa w Białymstoku. Oficjalny program zakończyliśmy turniejem w rzucaniu podkowami do nieruchomego celu, a dokładnie zarzucaniu ich na wbity w ziemię drąg. Stosowano przeróżne techniki. Zwyciężczynią ponownie okazała się Kasia Chaberek. Jeszcze jedno ognisko i w niedzielę w południe rozjechaliśmy się do domów. Konwent był bardzo kameralny. Mogło być tam o kilka osób więcej co było by z korzyścią dla imprezy (byli zaproszeni lecz nie mogli akurat wziąć w nim udziału). Został zrobiony na wzór konwentów amerykańskich znanych nam tylko z opowiadań poznanych przez nas fanów z USA podczas Worldconów w Hadze i Glasgow. Zresztą nie jest pierwszym takowym w Polsce. Coś takiego organizuje przecież ŚKF i GKF. Mamy nadzieję, że nasz konwencik się sprawdzi i w przyszłym roku spotkamy się na nim ponownie.



blog comments powered by Disqus