Zapiski z turnusu resocjalizacyjnego w Zakładzie Karnym Jastrzębia Góra, Nordcon 2001

Autor: Ashka
1 stycznia 2001

Dzień zero, wtorek 04.12.2001

Do wspaniałego obiektu Zakładu Karnego Jastrzębia Góra, czyli hotelu Hutnik, przyjechałam we wtorek, na dzień przed oficjalnym rozpoczęciem 15 Nordconu. Mróz nie pozwalał na przebywanie na zewnątrz dłużej niż minutę i zniechęcał do jakichkolwiek spacerów. Nadzieja na ciepłe wnętrze rozwiała się po wejściu do hallu. Hutnik jak zawsze tradycyjnie wychłodzony i bardzo przewiewny. Z miłą chęcią zabrałam się za pomoc przy noszeniu kartonów. Dopiero wtedy się rozgrzałam. Wszędzie zwykłe zamieszanie organizacyjne. Gimnastyka przy chowaniu olbrzymiego stołu bilardowego. Razem z Malcolmem łaziliśmy po wszystkich piętrach rozwieszając na ścianach napotkane tam plakaty. Odnotowaliśmy przy okazji, że na dwóch ostatnich piętrach cały czas coś stuka, gwiżdże a wiatr hula jak szalony. Wydawało się, że plakaty nigdy się nie skończą. Pojawiały się co chwila na podłodze, w miejscach, gdzie ich przed chwilą nie było. Udało się nam przyłapać na gorącym uczynku sprawcę tego zjawiska - to Papier chodził i zostawiał rozrzucone kartki pod ścianami. Wieczorem spokój, nic nie zapowiada wydarzeń, jakie nastąpią w kolejnych dniach. Dzień skończył się o 4.00 rano.

Dzień pierwszy, środa 05.12.2001

Wcześnie z rana, to była chyba ósma, Pawełek wparował do naszego pokoju i zrobił nam niemiłą pobudkę. Na nic się zdało tłumaczenie, że zamierzamy wstać dopiero za godzinę. Gadał jak najęty, gdy mu nie odpowiadaliśmy, zaczął gadać do siebie. Hałasował przy rozpakowywaniu, wreszcie wyjął gwizdek... nie dało się spać! Na śniadanie zupka chińska. Warkoczyki jeszcze się nie rozpadły, kajdanki na ręku, aparat w dłoni - można iść na dół.
Początkowo senna atmosfera (czyżby przez niewyspanie?), mało ludzi. Nic się nie dzieje. Do czasu, aż zaczęli przyjeżdżać pierwsi pensjonariusze. Napływali falami, w grupach, tak jak przyjeżdżały kolejne autobusy. I już na wstępie czekała ich niespodzianka. Nie mogli swobodnie wejść do  hotelu. Część hallu była zagrodzona, obok stoi drewniana wieża z uzbrojonym wartownikiem na górze. Na dole kilku ludzi w mundurach z bronią w ręku. Za biurkiem wojskowy z marynarki w galowym mundurze. Trzeba podejść zameldować się, podać swoje dane, jak wojsku, albo w więzieniu. Następnie jeden z wojskowych prowadzi delikwentów pod bronią prosto do recepcji. Tam ich zostawia i idzie po kolejnych. W recepcji zakwaterowują w konkretnej celi, dają program itd. Żeby dostać identyfikator trzeba wrócić już przebranym w strój więzienny. Nie ma poruszania się w cywilu po terenie Zakładu Karnego! To nie są wakacje, to resocjalizacja!

Impreza powoli się rozkręca. Pierwszy film już leci. Pawełek wyglądając jak typowy angielski policjant rozkłada tereny i figurki. Znaleźliśmy jeszcze dwie osoby i zagraliśmy w ostatnio najpopularniejszą grę w klubie, czyli w Seattlers of Catan. Po południu jest już pełno więźniów w pasiakach, różnych przestępców, policjantów różnych stopni i pracowników służby więziennej. Wszyscy mniej lub bardziej autentyczni. Bardzo mało cywilów i większość z nich porusza się w pamiątkowych żółtych koszulkach Nordconu. Wszyscy wchodzą do recepcji, jeszcze jako wolni ludzie, za chwilę udają się do pokoi i wracają już przebrani. W pewnym momencie widzę wchodzącego umundurowanego pracownika (w oryginalnym mundurze) służb więziennych prowadzącego, skutych miedzy sobą łańcuchami, więźniów w oryginalnych, zielonych drelichach więziennych, z szarymi czapeczkami na głowach., karnie idących jeden za drugim. Pochód zamyka jeszcze jeden mundurowy. Wtargnęlitak gwałtownie, że aż się przestraszyłam, ludzie się zbiegli. To było widowisko. Pobiegłam po aparat. Szykuję się do zdjęcia a tu ktoś wyciąga do mnie ręce i woła mnie wesoło. Jacek? No tak, to przecież CD Jack we własnej, zakutej łańcuchami osobie. Razem z resztą współwięźniów i dwoma przedstawicielami władzy, tworzą słupski klub fantastyki "Strong".

Wieczorem w sali rozpraw (wśród więźniów znana jako Akwarium) odbyło się uroczyste zamknięcie! Tak zamknięcie, bo najpierw trzeba zamknąć, żeby móc wypuść, żeby móc otworzyć i wypuść więźniów. Na salę wszedł naczelnik ZK (Papier) i jego zastępca (Piotr Mazurowski). Gdy tylko doszli do mikrofonów, wpadli wojskowi i okrzykami i poszturchiwaniem wymierzonej w nich broni postawili ich pod ścianą. Wojskowy w mundurze galowym (Sołtys)  podszedł do mikrofonu i ogłosił, że jest to bunt i obalenie władzy. Przyznał Bogusiowi Gwozdeckiemu przeróżne tytuły i funkcje a wśród nich: "Dożywotni Koordynator Nordconów", "Prezydent Świetlanej Rzeczypospolitej Odmorzadomorza", "Orzeł Alp Księżycowych", "Sokół Millenium". Na mocy dekretu Boguś połączył funkcję Prezydenta Fandomu Polskiego z funkcją Prezesa Związku Stowarzyszeń Fandom Polski i tym samym zrzekł się władzy i oddał funkcję koordynatora Papierowi. Ten ogłosił abolicję dla buntowników. Następnieuroczyście zamknął wszystkich obecnych i nakazał czynne uczestniczenie w programie resocjalizacyjnym. Na zakończenie wymówił słowa, które mogą być nawet uznane za motto tegorocznego Nordconu "Idźcie i resocjalizujcie się". Uwięzieni rozeszli się resocjalizować w różnych miejscach. Duża część zeszła do Karceru nr 4, czyli sławnego Piekiełka, gdzie element przestępczy bawił się razem z klawiszami i innymi przedstawicielami władzy. Część udała się na basen, który o tej porze był lekko niebezpieczny, gdyż anomalia powodowała destrukcję odzieży. Pomimo tego wieczorne namoczenie miało dużą popularność wśród uczestników. Ten dzień również skończył się o czwartej rano

Dzień drugi, czwartek 06.12.2001

Kolejny dzień, który rozpoczął się od zupki chińskiej. No cóż w końcu nie jestem na wakacjach, tylko na turnusie resocjalizacyjnym. W Mordowni rozpoczęło się granie w Necromundę, bardzo dobry sposób na odstresowanie więźniów.
Kolejne przyjazdy penitencjariuszy. Ten dzień jest bogaty w wydarzenia. Odbyła się ciesząca się dużym zainteresowaniem publiczności, rozprawa sądowa. Oskarżonym był film "Wiedźmin", sędzią Papier, który twierdził że by być bezstronnym nie obejrzał dotąd filmu, prokuratorem Piotr Mazurowski. Adwokat był z urzędu. Prokurator wytoczył największe działa już na samym początku. Z najciekawszych zarzutów można wymienić scenariusz a raczej jego brak, drewniane dzieci (a z jakiego drewna? - pyt. publiczności), zły wybór zamków, pejzaży, kiepskie efekty specjalne i ich śladowa ilość oraz wiele innych. Adwokat żadko zabierał głos. Powtarzał tylko, że ma swoją linię obrony i wypowie się w swoim czasie. W końcu poprosił o oddaleniesprawy ze względu na niską szkodliwość rzeczonego filmu. Tu zaprotestował prokurator z gorącym poparciem widowni. Jeżeli fantastyka i fandom ma być kojarzony z "Wiedźminem", to jest to bardzo szkodliwe. Sąd nie udał się na naradę i wydał wyrok: winny!

Punktualnie o godzinie 15.00 wszystkich więźniów zgoniono na obowiązkowy apel. Ustawiono tłum w równych (w miarę) rządkach w odpowiednich sektorach (zgodnie z blokiem, w którym więzień miał swoją celę). Pojednej stronie ściśnięci penitencjariusze, po drugiej groźnie wyglądająca ochrona - czyli wojskowi, Naczelnik wraz ze swym zastępcą i reszta personelu zakładu karnego. Brakowało tylko drutu kolczastego, wilczurów i tego by cały apel odbywał się na zewnątrz Hutnika. W każdym z bloków nadano funkcje blokowego i oficjalnego konfidenta. Otrzymali je między innymi Piotr W. Cholewa, Andrzej Pilipiuk, Konrad Lewandowski. Przyszła też kolej na ukaranie niektórych więźniów. Zostało ukaranych dwóch ludzi za ogólne naruszenie dyscypliny i za odmowę przyjścia do pokoju szefowej ochrony o 12.00 w nocy. Wymieniono nazwisko i za chwilę dwóch wojskowych wyciągnęło, posadziło na krześle i skuło kajdanami szamoczącego się więźnia. Do wymierzania kary przystąpił Starszy Inkwizytor Trybunału Kontroli, czyli Malcolm, z kiepsko działającą maszynką do golenia. Przy głośnych protestach delikwenta, powoli ale skutecznie pozbawił go dużego pasa włosów. Następnie zabrał się za kolejnego, również szarpiącego się człowieka i jego również bezceremonialnie ogolił, tak samo niekompletnie i nierówno. Tym samym dokonana została kara, wymierzona publicznie ku przestrodze innym. Ci inni byli bardzo rozbawieni przedstawieniem. Zakończono apel i polecono resocjalizować się dalej. Oberżnięci panowie dokończyli dzieła golenia by móc się jakoś pokazać kolegom z celi.

W Imperialnej Kawiarence pod Smokiem przez cały czas trwania turnusu można było się zresocjalizować oglądając różne rysunki i grafiki, ciekawą kolekcje smoków Ewy Białołęckiej, obejrzeć przeróżne prezentacje multimedialne i napić się kawy lub herbaty. Pełno było wszelkich konkursów. Na jednym z nich -muzycznym - wszystkich zakasował fragment muzyki z filmu "Średniowieczna krucjata", którego nikt nie znał. Było to też jedyne miejsce, gdzie można było spokojnie oddychać, bez konieczności zatruwania się dymem papierosowym czy ryzyka nabawienia się zapalenia płuc (podczas przebywania na zewnątrz budynku). Zachodziłam tam od czasu do czasu by pooglądać wystawione prace i odetchnąć od tętniącego intensywnym życiem wnętrza zakładu karnego.

Każdego dnia działała też biblioteka penitencjarna. Oprócz nowych książek można było nabyć stare wydawnictwa, informatory oraz losy loterii więziennej, w której wygrywał każdy los oprócz jednego (jeśli uważnie się prześledziło listę nagród można było odnotować, że jest to oszustwo. Jeszcze przy jednym z numerów widniał napis, że ten los jest również pusty a ty masz po prostu pecha).

Po południu miałam ochotę kogoś pozabijać, poszłam więc się zresocjalizować przy grze w Necromoundę. Miała to być szybka rozgrywka, w dwie osoby, każdy ma po trzy figurki jednakowo wyposażone, uproszczone zasady. Początkowo miałam grać ja i Pluś, szybko jednak ilość osób wzrosła drastycznie. Doszli Qba i CD Jack ze Stronga, Aśka i jeszcze dwóch, trzech ludzi. Celem do zdobycia była platforma na wieży ustawionej na środku pola. Nie wystarczało dojście tam jedną ze swoich figurek, trzeba było jeszcze przetrwać przez jedną turę w tym kompletnie nie osłoniętym miejscu! Nie można było być bardziej wystawionym na cel. Ludzie dołączali się w różnych momentach gry, zawiązywały się koalicje, układy. Następowały rozejmy i straszne zdrady. Gra była fascynująca. Każdy miał takie same trzy figurki i ten sam cel. Po kilku godzinach gry wygrał CD Jack, mi udało się zająć drugie miejsce. Poczułam się dumna i odrobinę zresocjalizowana. W pozostałej części Mordowni prowadzone były rozgrywki w Mordheim, Senatora i Seattlers.
Przerwa na posiłek regeneracyjny, czyli zupkę chińską i kawę. Szczęśliwcy mogli nacieszyć się porządnym zakładowym obiadkiem.

Wieczorem na placu apelowym (hall) odbyło się Haiku Party. Wszędzie znicze. Każdy miał w ręku znicz, podchodził do tacy ze zwitkami papieru, brał jeden z nich i odczytywał go. Jeśli tekst się podobał czytający spalał kartkę, w przeciwnym wypadku odkładał ją na tacę i brał inną. Potem brał kolejną, spalał ją, brał kolejną i kolejną... W ten sposób można było poczytać myśli Przewodasa (Konrad T. Lewandowski), które zapisywał codziennie. W innym miejscu członkowie "Angmaru" i goście resocjalizowali się w swoim gronie na Angmar Party. W sali obok trwała sesja RPG, podczas której uczestnicy siedzieli przy świecach i małej lampce. W Mordowni trwały nocne batalie w Warhammera. Standardowa godzina na sen, oczywiście 4.00 rano.

Dzień trzeci, piątek 07.12.2001

Część osób związała się trwale z Mordownią, choć nie widziałam, żeby byli przykuci do stołów. W każdym bądź razie często odwiedzali to miejsce by pograć w którąś z gier. Królowała Necromunda, Seattlers, Mordheim i Senator. Warhammer czy Battle, czy 40-tka, pojawiał się częściej wieczorami i w nocy.
Po porannej porcji kawy i zupki chińskiej udałam się do sali rozpraw, gdzie nad wizjami więziennymi w literaturze i filmie SF mieli debatować Eugeniusz Dębski, Jacek Inglot i Marek Sokólski. Spotkanie bardzo ciekawe, aczkolwiek prowadzący już na początku odbiegli znacznie od tematu. Do pewnego czasu próbowali sami się dyscyplinować i na jakąś krótką chwilę wracali do sedna sprawy. Nie sądzę jednak, żeby ktokolwiek miał za złe, że mówi się na inny temat, gdyż Eugeniusz Dębski, który zdominował towarzyszy, opowiadał tak ciekawie i zabawnie, że wszyscy słuchali z zainteresowaniem i bawili się wspaniale.

Kolejnym punktem programu była prelekcja Michała Szklarskiego na temat nowożytnych narzędzi tortur. Temat sam w sobie ciekawy, wykład był ilustrowany interesującymi i mrożącymi krew w żyłach ilustracjami owych narzędzi (że też czegoś takiego używano!), ale... Czułam się jak na wykładzie, podczas którego profesor odczytuje przygotowane przez siebie notatki.

Zawitałam, w charakterze widza na egzamin z wiedzy literackiej i geograficznej czyli konkurs. Egzaminatorami byli Zastępca Naczelnika Piotr Mazurowski, Funkcjonariusz Malcolm oraz penitencjariusz Krzysiek Pezena (dopuszczony za dobre zachowanie i duże postępy w resocjalizowaniu się). Konkurs był interesujący i na wysokim poziomie. Atmosfera pośród egzaminowanych penitencjariuszy była bardzo rozluźniona i wesoła, pomimo trudnych pytań. Konkurs był jednym z elementów multikonkursu, w którego skład wchodziły również takie konkurencje jak: Hazard czarno na białym, Wielkie Taplanie (piłka wodna), konkurs filmowo-muzyczny, pojedynki w cieniu (gra komputerowa), Daj Dyla (Necromunda), 3-etapowy Turniej dla więźniów z wyobraźnią: Konkurs Strojów, Festiwal Mody Więziennej, Konkurs Pasów Cnoty oraz Konkurs Niespocianka.

Mała przerwa na dożywianie mnie przez KF "Strong" jakąś potrawą z puszki, podgrzaną w mikrofalówce. Korzystając z okazji dziękuję za niedopuszczenie do śmierci głodowej mojej osoby.

O 17.00 prawie każdy udał się do sali rozpraw na Benefis Krzysztofa Papierkowskiego, znanego jako Papier. Wprowadzono Papiera, posadzono na dużym krześle w rogu sali i przykuto do niego łańcuchami. Na głowę założono mu dziwne urządzenie (najbardziej przypominało durszlak) z biegnącym w dół kablem. Czyżby krzesło elektryczne? Zanim jednak nastąpiła egzekucja dużo się wydarzyło. Obok Papiera usiadł Mariusz Czach i razem z nim opowiedział parę anegdot z życia Krzysztofa. Zaczęło się wręczanie prezentów wśród których znalazły się między innymi: olbrzymia, półmetrowa prawie paczka Mocnych, wiersze i wierszyki (w których imię i słowo Papier padało często i gęsto) recytowane przez Konrada Lewandowkskiego, Jacka Inglota, Artura oraz Rafała A. Ziemkiewicza. Zaskakującym prezentem był prezent klubu "Strong". Prezent ten został wprowadzony przez CD Jacka. Była to Bożena ubrana w niesamowitą kreację, która odśpiewała "Happy Birthday" w stylu MarlinMonroe a następnie usadowiła mu się na kolanach. Następnie na scenę weszły siostry Lisowskie i odśpiewały kilka znanych piosenek ale ze zmienionym tekstem, przedstawiając w ten sposób przegląd z życia Papiera, który co jakiś czas poprawiał niezdarnym ruchem, zakutych rąk spadającą z durszlaka papierową koronę. Na twarzy zawstydzony uśmiech, w oczach łzy. Na zakończenie Papier przekazał Piotrowi Mazurowskiemu dwie kule 25-cio kilowe z napisem Nordcon i tym samym pozbył się ciężaru bycia koordynatorem kolejnych Nordconów. Nastąpiła egzekucja, ale mi wydawało się, że aparatura nie była podłączona do prądu. Na koniec podeszła duża grupka osób, wyzwoliła Papiera z pęt i wzięła go na ręce. Parę razy znalazł się w powietrzu podrzucany przez masę rąk.

Bezpośrednio po Benefisie rozpoczął się Bal Kajdaniarzy na Placu Apelowym. Większość osób, stosownie do nazwy, zaopatrzyła się i przywdziała w kajdanki. W tym samym czasie działał Karcer nr 4, czyli Piekiełko, w którym do pewnej godziny działali ludzie z "Asgardu" puszczając swoją muzykę. Potem nastąpiła zmian stylu muzycznego. Parę pięter wyżej odbywało się Brethren Party. Ludzie rozleźli się po tych trzech imprezach. Ja krążyłam po piętrach będąc po trochę wszędzie. W końcu usiadłam na parterze, gdzie Bal już wygasł. Na kanapach zgromadziły się grupki ludzi, pragnących odetchnąć od głośnej muzyki ale nie zamierzających zakończyć tego dnia zbyt wcześnie. W kierunku basenu, z przewieszonymi ręcznikami, zaczęli kursować amatorzy nocnych kąpieli. Przeniosłam się do jednej z cel "Stronga", gdzie po chwili był obecny cały klub (i nie tylko), gdzie nastąpiło zbiorowe nocne odżywianie. Do mojej celi doczłapałam się około 4.00.

Dzień czwarty, sobota 08.12.2001

Z rana odbyło się Forum Fandomu. Najbardziej mnie interesujący punkt (ze względu na Gildię), to zgłaszanie konwentów do oficjalnego kalendarza imprez. Zgłosiliśmy też, razem z GKF-em w osobie Piotra Mazurowskiego, wspólną imprezę czyli Teleport 2002.
W Mordowni można było pod okiem Nordconowskiego Instytutu Kontroli Teraźniejszości, którego przedstawicielem był Pawełek, poćwiczyć ucieczkę z więzienia lub łapanie uciekinierów - w zależności od upodobań, w konkursie (Multikonkurs) Daj Dyla. Była to gra w Necromundę. Trzy figurki po każdej ze stron. Uciekinierów reprezentowały modele Orkosów i Gretchinów w więziennych pasiakach. Z tego co mi wiadomo więźniowie zdołali uciec. Strażnicy polegli na posterunku. Tego dnia odbywał się też turniej Mordheimu prowadzony przez klub "Asgard".

W oficjalnym Kasynie Penitencjarnym (inaczej Szulerni), codziennie grano we wszelkie gry karciane pod okiem Kierownika Kasyna, Michaela. Hazardzistów nie brakowało. Dużym powodzeniem cieszyła się gra Dilbert. W sumie przeprowadzono trzy eliminacje i finał tej gry. Zainteresowanie wzbudziła nowa gra Dragon's Gold, użyczona przez Cetiego. Odbył się miniturniej Tysiąca. W ramach Multikonkursu przeprowadzono miniturnieje Gilotyny i Dilberta. W sumie ta ostatnia gra miała największe powodzenie.

Zaczęłam grać w Necromundę, ale przerwałam grę, gdyż właśnie zaczynało się przedstawienie Młodzieżowego Teatru "Żaluzja" ze Słupska "Skarb Grobowców Atuanu". Wejście ze świecami, półmrok. Mała dziewczynka z głową na pieńku. Topór wisi nad jej głową. Ciemność. Młoda dziewczyna, bezimienna kapłanka (córka Bożeny, Helena), starsza kapłanka (Bożena) wprowadzająca ją we wszystkie tajniki, sługa eunuch, rudowłosy mag-złodziej. To wszystkie postacie tego przedstawienia. Na scenie tylko sofa i stołek - niewiele, ale więcej nie trzeba.

Trudno mi opisać to przedstawienie. Pamiętam obrazy, światło. Dwie kapłanki, w prawdziwym życiu matka i córka, w mroku, tylko ich twarze oświetlone ostrym światłem, patrzą gdzieś w dal. Sługa przyjmujący pokornie jabłko od swej pani. Sługa zastygły w dramatycznej pozie, z nożem w ręku, usiłuje zabić leżącego na ziemi, skutego i wykończonego człowieka. Bezimienna stojąca na podwyższeniu, z uniesionymi rękoma, trzymająca dwie połówki jakiegoś amuletu, mówi coś doniosłym głosem. Barwy, światło, gesty, dźwięk i twarze. Twarz młodej dziewczyny, co chwilę inna: zagubiona, przestraszona, wesoła, smutna, zdenerwowana, podniecona. Twarz dojrzałej kobiety: podstępna, surowa, stanowcza, przerażona. Te dwie twarze mówią więcej niż wypowiedziane słowa. Choć te również są pełne emocji, to dla mnie obraz ma większe znaczenie. Twarz sługi niezmiennie ta sama, bezpłciowa, bez emocji. Zagadkowa twarz maga. Pamiętam te twarze. Gesty bardziej ekspresyjne, błyskświatła, ostrzejsza muzyka. Ciemność. Za chwilę powraca normalne światło. Aktorzy wychodzą się ukłonić. Początkowo nieśmiałe oklaski (pewnie wszyscy, tak jak ja, muszą się otrząsnąć z wrażenia i powrócić do normalnego świata), potem już olbrzymie brawa. Wspaniałe widowisko, wspaniała gra aktorów, wciągająca historia. Wszystko mocno działa na widza. Miałam zrobić kilka zdjęć... Spojrzałam na aparat, klisza się skończyła... Gdy wchodziłam miałam świeżo rozpoczętą kliszę! Nie mogłam się oprzeć tym obrazom, które przesuwały się przed moimi oczami. Byłam pod wrażeniem...

Ale co dalej? To była ostatnia klisza! A jeszcze tyle ma się dziać! Moja dusza fotografa cierpiała ale prawdziwe męczarnie miały dopiero nadejść. Dostałam do ręki aparat CD Jacka - zwykłego głuptaka - i miałam nim robić zdjęcia!

Kolejna przerwa na dożywianie u "Stronga". To już mój stały punkt programu. W pewnym momencie do celi weszli Elfik i Artur z dwoma rolkami papieru toaletowego. Usiłowali namówić kogoś do zdobycia kolejnych rolek. Nikt się nie kwapił, więc wyciągnęli mnie, nałożyli mi czarną pelerynę i zaprowadzili mnie do recepcji, polecając zdobycie kolejnej rolki. W recepcji zastałam Tandi i Agatę nerwowo dzierżące napoczętą już paczkę papieru. Gdy tylko weszłam i poprosiłam o papier spojrzały się na mnie podejrzliwie Dużo czasu mi zajęło przekonywanie ich do wręczenia mi tego deficytowego produktu (dawne czasy się przypomniały). Ich wątpliwości powiększał fakt, że przede mną już dwie osoby, w tym samym płaszczu wzięły papier, a w tym czasie co ja je przekonywałam weszły kolejne dwie (co prawda już bez peleryny, którą miałam na sobie) w tym samym celu. Udało mi się w końcu je namówić ale nie sądzę, że przez argumenty, że penitencjariuszom coś zaszkodziło nażołądek, a raczej dzięki znajomościom. Wyszłam z cennym towarem i zastałam Elfika i Artura skręcających się ze śmiechu przed pomieszczeniem recepcji. Udaliśmy się do celi Stronga by poczynić pewne przygotowania do mającego odbyć się happeningu.

Najpierw jednak trzeba było przygotować CD Jacka do konkursu strojów. Takiego go jeszcze nie widzieliście! Ślicznie przystrojonego, zasłoniętego szczelnie przed ciekawskimi czarną płachtą (nie sądzę, żeby dużo spod niej widział) wyprowadziliśmy go do windy. Misiek, w swoim mundurze służb więziennych, zwiózł go i wprowadził na salę rozpraw. Tam już zebrał się tłum i komisja sędziowska. Rozpoczął się Festiwal Mody Więziennej. Pierwsz był więzień prowadzony przez policjantkę. Gdy doszli przed komisję, więzień wyrwał się i zaczął uciekać. Padły strzały i więzień. Dobiegł tylko do drzwi (bez obaw, potem wrócił, by komisja mogła się dokładniej przyjrzeć strojowi). Kolejni konkurenci, to dwóch panów z kulami na łańcuchach (te same 25-cio kilowe ciężarki z napisem Nordcon). Następnie potężny z postury klawisz (Misiek) wprowadza skutego zasłoniętego człowieka. Łańcuchy brzęczą. Klawisz poważnym, donośnym głosem oznajmia, że widzów o słabych nerwach uprasza się o nie patrzenie lub wyjście z sali dal własnego dobra i zdrowia. Na sali zapada milczenie. Strażnik ściąga czarną płachtę. Oczom wszystkich ukazuje się człowiek w masce, zasłaniającą tylko dolną cześć twarzy, mocno skutego łańcuchami i kajdankami... Lecter? kto pamiętał Milczenie Owiec, na możliwe, że się wzdrygnął. Komisja pyta za co jest kara. Za cięty języczek - odpowiada rozbawiony więzień. Biorąc pod uwagę, że to nasz Redaktor Naczelny, to coś w tym musi być. Kolejny uczestnik to mrożony więzień! Na salę wchodzi duża foliowa paczka w czarne, pionowe pasy. na niej napisane są nazwa zakładu karnego, numer więźnia oraz data, kiedy ma nastąpić rozmrożenie (bardzo odległa jest ta data). Mrożonka oprócz folii nie ma na sobie nic. By powiedzieć cos o sobie musi zabrać mikrofon pod folię (przez nią nie słychać nic). Przemawia lodowatym głosem. Komisja proponuje wizytę w Karcerze nr 4, którego gorąca atmosfera powinnarozmrozić delikwenta. Jako alternatywę proponuje udanie się do pokoju nr 515, gdzie znajduje się mikrofalówka, w tym samym celu, wcześniejszego rozmrożenia Ten zimny drań odmawia jednak. Komisja wydaje werdykt. Wygrywa mrożonka przed Lecterem. Mrożony więzień ogłasza, że oficjalne rozmrożenie odbędzie się tego dnia na basenie, podczas wieczornego namoczenia specjalnego.

Szybko idziemy do pokoju Elfika, gdzie przygotowania do happeningu idą pełną parą. W wyniku paru zabiegów z papierem toaletowym przestaję odróżniać Krzyśka od CD Jacka. W ten sposób stworzone cztery mumie, oraz mag z upiorną twarzą i strzyga (Bożena) udają się na dół. A ja podążam za nimi z głuptakiem w ręku.

W sali rozpraw dostrzegam Krzysztofa i podstępnie zamieniam się z nim na aparaty. Piotr Mazurowski zaczyna. Mówi, że czas rozpocząć oficjalne Otwarcie. Wpada na salę mundurowy służb więziennych, zabiera mikrofon. Nie będzie otwarcia! papier odchodząc zabrał ze sobą wszystkie dane potrzebne do otwarcia, wszystkie kody kreskowe itd. Trzeba go wskrzesić. Wchodzi dziwny kondukt, cztery mumie w zielonych drelichach więziennych niosące leżącego nieruchomo Papiera. Z tyłu Strzyga i Mag. Rozpoczyna się ceremonia ożywiania. Dziwne gesty, dziwne słowa. Nagle! Cud! Papier stoi cały i zdrowy! Otwiera wszystkich uroczyście, aczkolwiek nakłania so dalszego resocjalizowania się. Tego nigdy za wiele.
Zostaje nagrodzony zwycięzca Multikonkursu. Otrzymuje darmową akredytację na Nordcon 2002.
Zostają przyznane Srebrne Muszle - nagroda przyznawana przez Tajną Kapitułę, an podstawie tajnego regulaminu, którego nie zna nawet ona. W tym roku nagrody te wędrują do Wydawnictwa Zysk i S-kaoraz do Andrzeja Pilipiuka.

Przyznane są też nagrody "Srebrny Glob" W kategorii opowiadanie 2000 roku nominowani byli:

  • Bochiński Tomasz "Czapka dla miasta"
  • Brykalski Dawid "Konsumpcja"
  • Cyprjak Igor "Śmierciarz"
  • Cyran Janusz "Artilekt"
  • Dukaj Jacek "Ruch Generała"
  • Dukaj Jacek "Muchobójca"
  • Kossakowska Maja Lidia "Beznogi tancerz"
  • Sapkowski Andrzej "Zdarzenie w Mischief Creek"
  • Szrejter Artur C. "Plansza głupców"
  • Ziemiański Andrzej "Bomba Heisenberga"

Nagrodę otrzymała Kossakowska Maja Lidia..

W kategorii powieść roku 2000, nominowani to:

  • Brzezińska Anna "Żmijowa harfa"
  • Kres Feliks W. "Egaheer"
  • Lewandowski Konrad T. "Królowa Joanna d'Arc"
  • Wolski Marcin "Pies w studni"
  • Żerdziński Maciej "Opuściś Los Raques"

Zwycięzcą jest Żerdziński Maciej.

Wieczorem na korytarzach i w windach widać ciągnące ku Piekiełku, postacie dziwnych strojach, już nie więziennych. Panowie w halkach, damskich koszulach nocnych, eleganckich piżamach, w myckach na głowie czy w starych workowatych piżamach w paski. Panie w seksownych, kusych koszulkach, długich zwiewnych i eleganckich koszulach nocnych, czy w swojskich, ciepłych piżamkach Całe to towarzystwo zebrało się w Piekiełku. Rozpoczyna się tradycyjne Piżama Party. Gorąca impreza trwa do rana. Błyskają flesze, a ja nie mam kliszy! Tym razem poszłam spać po 6.00 rano, po uprzedniej walce przy rozplataniu warkoczyków. Przetrwały cały konwent.

Dzień piąty, ostatni, niedziela 09.12.2001

Ostatni dzień, dzisiaj do domu. Odjechał już pierwszy więzienny autobus unosząc ze sobą niewyspanych penitencjariuszy. Kolejny autobus w południe. Konwent dobiega końca. Była bardzo udany. Nie za dużo i nie za mało ludzi. Wspaniała atmosfera i niepowtarzalny klimat nieustającego happeningu. Wieczna zabawa i ciekawy program czynią z Nordconu konwent, na którym warto być. Z zaproszonych gości przybyli wszyscy oprócz Andrzeja Sapkowskiego, który wybrał imieniny towarzysza Wiesława. Nie było też Bridget Wilkinson. Pozostali, czyli Eugeniusz Dębski, Jacek Inglot, Konrad T. Lewandowski, Rafał A. Ziemkiewicz, Andrzej Pilipiuk oraz Marek Sokólski, stawili się na wezwanie do zakładu karnego, by resocjazować siebie i innych.

Piję ostatnią kolejną kawę, jem kolejną zupkę chińską. Po korytarzach snują się funkcjonariusze więzienia i zdejmują plakaty ze ścian. Ostatnie dwa filmy, ostatnie gry. wszędzie sprzątanie i pakowanie. W hallu czeka na wywiezienie ciężarówką pełno tobołków. Co chwilę ktoś odjeżdża, pożegnania, uściski, zmęczenie. Pakuję się, żegnam z wszystkimi, ze "Strongiem" w szczególności.

Zmęczona i zresocjalizowana (chyba) wsiadam do samochodu prezesa, przez zaparowane szyby obserwuję oddalający się budynek zakładu karnego Hutnik i grupę znajomych. Gdy wszystko to znika mi za zakrętem drogi opieram się na plecaku Malcolma (bardzo wygodny jako poduszka) przed zaśnięciem myślę o tym co się wydarzyło. Ten Nordcon był za długi o jeden dzień ale za krótki o tydzień. To był bogaty konwent. Zasypiam.



blog comments powered by Disqus