Relacja z konwentu Nordcon 2007

Autor: Coen
13 lutego 2008


Morze, plaża, deszczowe chmury... Grudniowe niebo z przelotnymi widokami słońca. Gdy do tego dodamy ośrodek otoczony workami z piaskiem oraz groźnie wyglądających przedstawicieli homo sapiens rodem z Mad Max`a, otrzymamy obraz, jaki ukazywał się oczom przybyłych na Nordcon 2007.


Od niepamiętnych czasów w Jastrzębiej Górze odbywa się niekonwencjonalny konwent - Nordcon. Z całą pewnością jeden z najważniejszych konwentów na północy kraju. Tym razem mieliśmy przyjemność uczestniczyć w jego 21 edycji. Droga do Jastrzębiej Góry przebiegła stosunkowo bezproblemowo i w miłym towarzystwie Adiego. Stanęliśmy przed wejściem do ośrodka, które przypominało raczej wejście do schronu lub budynku sztabu w czasie stanu kryzysowego. Po przekroczeniu progu musieliśmy poddać się obowiązkowemu badaniu na radioaktywność, następnie łyk płynu Lugola czy innego świństwa, które w sumie nie było takie złe, i mogliśmy podejść do recepcji. Oczywiści badanie zawsze wskazywało napromieniowanie i każdy choć raz musiał spróbować błękitnego płynu. A zachęcali do tego panowie z replikami broni w ręku. Akredytacja przebiegała bezproblemowo - pojawiliśmy się w czwartek, więc możliwe, że uniknęliśmy tłoku podczas zakwaterowania. Identyfikatory również oddawały, czy raczej dopełniały klimat konwentu: imitujące nieśmiertelniki laminowane kartki różnych barw wraz z opisem rangi. Organizatorzy zadbali nawet o takie szczegóły jak odpowiednie nazewnictwo informatora, który krył się pod wdzięczną nazwą Podręcznika Przetrwania w Warunkach Występowania Skażenia ABC.

Informator zawierał dokładny plany całego ośrodka z oznaczonymi wszystkimi punktami na mapie, łącznie z czymś tak prozaicznym jak numery pokoi. Dalej mieliśmy program szczegółowo rozpisany na wszystkie dni konwentu, z czego każdy dzień rozpisany był na siatce godzin na dwóch sąsiednich stronach, co ułatwiało zaplanowanie niemal całego konwentu. Nie licząc zdarzeń losowych, bo punkty programu niemal w ogóle nie ulegały zmianie, zdarzały się jedynie drobne obsunięcia na sali filmowej. W Podręczniku znalazło się również miejsce na komiks, krzyżówkę oraz specyficzną grę konwentową, która zapewne większości znana może być jako gra urodzinowa czy imprezowa.

Po przeniesieniu rzeczy do pokoju przyszedł czas na zapoznanie się z planem konwentu, atrakcjami minionymi, tymi trwającymi, a zwłaszcza tymi, które dopiero miały nastąpić. Wbrew zapowiedziom na stronie Nordconu, program pękał w szwach i ciężko było się nudzić. Dla przypomnienia: kilka dni przed konwentem na stronie w zakładce program widniał jedynie wpis "Pidżama Party". Tymczasem po zapoznaniu się z programem ciężko był zdecydować się na konkretny punkt. Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy aktywnie wziąć udział w atrakcjach. Pierwsze kroki skierowaliśmy do Games Roomu z tego prostego względu, że zawsze trzeba było koło niego przejść. Muszę przyznać, że jak na tak duży konwent pokój z planszówkami był skromny, a ilość osób spędzających w nim czas zadziwiająco mała. Zagrać można było w wiele klasycznych gier planszowych (Dungeons and Dragons) i karcianych (Frag), a nawet pobawić się przy stosunkowo nowym planszowym wydaniu StarCrafta. W przypadku Games Roomu zdecydowanie lepiej wypadł dzień prezentacji nowej gry karcianej Hanami: Hanafudy, czyli tradycyjnej japońskiej gry karcianej, której prapremiera odbyła się właśnie podczas Nordconu.

Czwartek był dla świeżo przybyłych dniem integracji, a sprzyjał temu konkurs o bajkach z dzieciństwa organizowany przez klub fantastyki Druga Era. Podział na trzy etapy pozwolił wyłonić zwycięzców przy okazji gwarantując świetną zabawę. Podczas konkursu mieliśmy wszystko: począwszy od odgadywania tytułu bajki po ścieżce dźwiękowej, poprzez kalambury, a skończywszy na fragmentach kadrów.

Jak na prawdziwy konwent przystało zabawa nie kończy się w godzinach wieczornych, a ciągnie do późnych godzin nocnych. Nawiązywaniu nowych znajomości sprzyjała możliwość spożywania napojów wyskokowych na terenie konwentu oraz rozmaite atrakcje, jak na przykład bilard, tenis stołowy czy inne gry zespołowo-zręcznościowe. Niestety, ma to również swoje konsekwencje. Pomimo, iż program został dostosowany do trybu zdecydowanie nocnego i poszczególne punkty nie zaczynały się wcześniej niż o godzinie jedenastej i tak ciężko było zdążyć na poranne prelekcje i pokazy. A było na co. Wśród porannych atrakcji był między innymi pokaz wojskowych wozów do zwalczania skutków użycia broni chemicznej. Poranne atrakcje były jednym z minusów konwentu, na którym toczyło się przede wszystkim nocne życie. Ale nie jedynym. Wątpliwości można mieć do sali konsolowej, która, kiedy nie zajrzałem, świeciła pustkami. Ostatecznie można również wytknąć stosunkowo słabe nagłośnienie w dużej sali kinowej, co sprowadzało się do krzyku lub korzystania z megafonu zamiast głośników.

Na Nordconie były cztery wyjątkowe punkty programu, dla których trzeba było się pojawić. Pierwszym była prelekcja Staszka Mąderka na temat jego produkcji "Stars in Black" oraz pokazy fragmentów filmu. Trzeba przyznać, że reżyser potrafi zrobić naprawdę niezły show, zabawić publiczność i jednocześnie dużo przekazać. Trudno utrzymać zainteresowanie widowni przez blisko dwie-trzy godziny, a mimo tego jemu się udało. W przerwie pomiędzy prelekcją a wyświetleniem fragmentów filmu odbył się drugi z kluczowych punktów programu: pokaz strojów uczestników i wybory najlepszego kostiumu. Kreatywność konwentowiczów zaskakiwała i była godna nagrodzenia przynajmniej brawami na stojąco. Po pokazie strojów nastąpiła trzecia atrakcja, a mianowicie pokaz specjalnego filmu, a właściwie jego zwiastun, realizowanego podczas konwentu. Główną atrakcją owej produkcji były gwiazdy, które pojawiły się w kadrze. Widzieliśmy między innymi Jacka Komudę oraz Jacka Gdańca w dość niecodziennych sytuacjach, które przywoływały uśmiech na twarzy nawet największego ponuraka na sali.

Czwarta atrakcja jest wyjątkowa i jako takowa zasługuje na osobne omówienie. Otóż "Pidżama Party" to jedyna okazja, żeby spotkać znane osoby ze świata polskiej fantastyki w strojach wieczorowych. I nie mam tutaj na myśli garniturów. W specjalnie przygotowanym do tego celu Piekiełku, czyli podziemnym punkcie wieczornych atrakcji, wszyscy występowali w koszulach nocnych lub innym ubiorze do snu. Osoby, które nie przeszły przez wymagającą kontrolę ochrony nie były wpuszczane, póki chociaż trochę nie przypominały osobnika wyrwanego z łóżka. Do tego stosunkowo spokojna muzyka i zabawa do ostatniego tchu.

Organizatorzy zasługują na naprawdę duże brawa za ośrodek, który na wszelkich ulotkach i materiałach porozmieszczanych na terenie nazywany był Enklawą, a budynki odpowiednio Blokhausami Alfa i Bravo. Nie dość, że cały kompleks, a w tym zawierały się dwa połączone budynki, trzy barki, a nawet basen, przeznaczony był na konwent, to do tego standard był całkiem przyzwoity, żeby nie powiedzieć wysoki, jak na imprezę poświęconą fantastyce. Do tego ochrona rodem z Akademii Marynarki Wojennej, która nie dość, że zapewniała bezpieczeństwo i pasowała do klimatu ogólnego konwentu, to również włączała się aktywnie w uczestnictwo, kiedy tylko mogła.

Nordcon jest bez wątpienia klasą samą w sobie. Ciężko znaleźć na pomorzu konwent tak niezwykły i interesujący. Były to cztery dni wypełnione atrakcjami, integracją i niepowtarzalnym postapokaliptycznym klimatem. Dla uczestników jest to chwila, kiedy mogą odciąć się od świata i pozwolić nieść nurtowi fantastyki, który tkwi w każdym z nas. Oby więcej takich konwentów jak Nordcon.



blog comments powered by Disqus