Piernicon 3 widziany oczami Cegły

Autor: Cegła
Korekta: AvantaR
29 sierpnia 2007

Właśnie zakończył się w Toruniu kolejny, już trzeci PierniCON. I chociaż po ostatnim Pierniconie Game Convention wystąpiły niepokoje co do ilości uczestników i ogólnej organizacji, to jednak każdy, kto przyjechał, na pewno tego nie pożałował. Ale zacznę od początku. Na początku była strona internetowa, nie grzesząca urodą i natłokiem informacji, ale za to z żywo działającym forum, na którym błyskawicznie dostawało się odpowiedzi na pytania dotyczące konwentu i można było przedstawić swoje propozycje atrakcji. Niepokój wzbudzał również nietypowy termin, który obejmował sobotę, niedzielę i poniedziałek, więc odpadała możliwość zakupu biletu weekendowego. Potem był dojazd. Ten akurat nie sprawiał żadnego problemu, bo szkoła znajdowała się blisko centrum, a z dworca jechało się tylko 2 przystanki. Opis na stronce był szczegółowy, więc znalezienie lokum poszło sprawnie. Sprawę ułatwiał fakt, że w konwent odbywał się w tej samej szkole, co wcześniejszy PierniCON SE. Szkoła konwentowa – Podstawówka nr 13 w całości została przeznaczona na potrzeby konwentu, a że miała ona szerokie korytarze, „czytelne” rozmieszczenie sal, 2 piętra, parter i piwnicę, miejsca wystarczyło bez problemu wszystkim uczestnikom i nie trzeba było się przeciskać jak na Doji. Osób również przybyło mniej niż na krakowski konwent, bo samych uczestników (bez organizatorów i vipów) było powyżej 500. Uważam, że brak przeludnienia wyszedł konwentowi na dobre, bo w sleepach wystarczyło miejsca, a i ludzi na atrakcjach nie brakowało.

Przy wejściu na kasie dostawało się ładny, przewieszany identyfikator, a uczestników od orgów odróżniał kolor sznurka, przez który przewieszano ident i dzwoneczek posiadany tylko przez orgów. System się sprawdził, bo bardzo łatwo można było odróżnić orga od uczestnika (tylko ludzie się dziwnie zachowywali wieczorem w sleepach, jak słyszeli dźwięk dzwoneczka na korytarzu...). Jedynym minusem było to, że na wszystkich identach widniała ta sama grafika, w tym samym kolorze, a różniły się one jedynie podpisem „dachowiec”, „pers”, czy też „kot syjamski”, i należało podejść blisko, aby dostrzec różnicę. Na wejściu otrzymywało się również informator, ale w tym szczególe drukarnia mocno zażartowała z organizatorów, bo druk i papier były tragiczne i wyglądało to, jak z drukarki igłowej. Plusem był jedynie plan atrakcji na wszystkie dni znajdujący się na oddzielnej kartce, więc można było sobie zostawić informator w sleepie i chodzić tylko z rozpiską. Nie wszystko zostało opisane w informatorze, ale na kasie znajdowała się tablica informacyjna, na którą były nanoszone zmiany; można tam było też dostać oferty pobliskich pizzeri, zobaczyć rozkład autobusów, tudzież zasięgnąć informacji od orgów. Również na korytarzu na 1-szym piętrze wisiały dodatkowe rozpiski.

Konwent utrzymany był w konwencji kociej, więc wszędzie spotykało się kawaii lachony w kocich uszkach, część paneli została poświęcona konwencji kociej, zorganizowano wybory kociej miss fandomu, a orgowie dostali z tej okazji na pamiątkę kocie uszka. Czuło się „koci” klimat konwentu, co uatrakcyjniło przebieg imprezy.

Sale zostały inteligentnie rozmieszczone: na parterze znajdował się jedynie main i stoiska; na 1-szym piętrze wszystkie sale do atrakcji, czyli: konkursówka, panelówka, AMV Room, sala fanartowa, i DDR Room; na 2-gim piętrze znajdowały się tylko sleepy ze specjalnie wydzielonym miejscem z herbatką, tudzież kawą i jedzeniem, którym dzielili się uczestnicy, a w piwnicy można było jeszcze znaleźć konsolówkę i Second Main Room, oraz, co najważniejsze, prysznice z ciepłą wodą (tudzież potem zimną, jak się trafiło). Samych łazienek było sporo, i mimo, że czystość części z nich pozostawiała sporo do życzenia, to jednak sprzątano je codziennie i uzupełniano w papier toaletowy. Nawet najgorsze nieczystości doprowadzano z rana do porządku.

Przez cały konwent działał bufet, w którym sprzedawano bułki i kanapki, sklepik działał również w nocy (trzeba było tylko pójść po panią w dyżurce), a niedaleko szkoły znajdował się spożywczy.

Jak już napisałam wcześniej, miejsca w sleepach nie brakowało, ale ludzie robili sobie na korytarzu własne, indywidualne „wysepki” z krzeseł i stołów, gdzie rozkładali śpiwory i siedzieli team’ami. Było to fajne, bo w każdej chwili można było podejść i porozmawiać z konkretną grupą (np. Sparta Łódź Team). Sprzyjało to integracji.

Atrakcji odbyło się co niemiara i to na bardzo wysokim poziomie. Ciężko też było się doszukać takich, które się nie odbyły i były to najczęściej odwołania nie z winy orgów (np. konkurs tentaclowy, który miał się odbyć na dworze, ale obsługa szkoły zabroniła w tym czasie wychodzić z budynku, czy też panel „Szpinak Yukiko” na który firma nie dostarczyła materiałów). Było też kilka atrakcji poprowadzonych przez osoby, które dowiedziały się o nich na 10 min. przed rozpoczęciem, jednak inwencja twórcza dopisywała prowadzącym i wychodziło całkiem nieźle. Na oddzielne wyróżnienie zasługuje Cosplay, Karaoke i Wybory Kociej Miss Fandomu. Wprawdzie w tym pierwszym brało udział tylko 13 przebranych postaci, ale stroje były na wysokim poziomie, a wszystkich zachwycił(a) zwłaszcza Sora z „Kingdom Hearts”. Nagrody rozdano w 5 różnych kategoriach, a co najważniejsze, najlepszy strój wybierali sami widzowie poprzez karteczki, które dostali przed wejściem na salę. Podobnie było ze scenkami ocenianymi oddzielnie. Wprawdzie odbyły się tylko dwie, ale grupa „Akatsuki” z „Naruto” po prostu zdisowała publiczność swoim poziomem i niezwykle pracochłonnym przygotowaniem. Pomimo początkowej niechęci publiczności („bo znowu Naruto”), bardzo szybko przerodziła się ona w entuzjazm i pokaz był bisowany 2 - krotnie. Co więcej orgowie Piernica wyciągnęli wnioski z ostatniego Dojiconu. Wszystko było dokładnie zgrane, Yanek jako prowadzący wcześniej wszystko przygotował, więc starczyło czasu na głosowanie i bisy, a w sali dało się oddychać, bo wietrzono salę z boku i przodu. Co więcej, nagłośnienie na sali było dobre, do użytku oddano kilka mikrofonów, a specjalnie do pokazów zrobiono scenę, za co należy się orgom lodzik, bo było nie tylko słychać, ale i widać konkursowiczów i ułatwiało to pracę paparazzi. I jeśli właśnie chodzi o fotoreporterów, to od razu przejdę do następnej atrakcji, czyli „Kociej Miss Fandomu”. O ile sam konkurs był świetny, powabne i ładne kandydatki (tudzież kandydaci) musiały mruczeć, bawić się myszką i pić mleko, to już finał konkursu nie był taki radosny, po tym jak jedną z uczestniczek znerwicowało notoryczne robienie pantshotów pod sceną przez widzów i skończyło się pogruszkami o molestowanie. Z tego powodu większości fajnych zdjęć z tej atrakcji nie uświadczymy w oficjalnych galeriach (szukajcie ich na prywatnych serwach, tudzież na tentaclach ;]). Karaoke również odbyło się bez zgrzytów, nic nie skracano, a publiczność bawiła się razem ze śpiewającymi, ponieważ w większości leciały znane i lubiane piosenki, zaśpiewano nawet kilka specjalnych dla publiczności. Oprócz zwykłych paneli i konkursów odbyło się kilka innych świetnych atrakcji, jak strzelanie do podobizn orgów, nielubianych postaci anime, kaczek itp., konkurs Idola, w którym RadaZ odśpiewał nowopowstały hymn ACP (dzięki RadaZ) i tradycyjny pierniconowy konkurs „Przygarnij kropka” , w którym na aukcji za jednogroszówki można było sobie kupić lachona (ale ceny w tym roku były całkiem wysokie). W niedzielę z rana odbyły się 5 urodziny AnimeComPl, na których Joe zaserwował wszystkim ciasto i szampan (który niestety, w większości wypiła podłoga). W nocy w niedzielę odbyła się dyskoteka, która się pozytywnie rozkręciła i trwała do 3 nad ranem. Ludzie narzekali z większych atrakcji jedynie na hentai night, na który wpuszczano (przynajmniej na początku) od 18 lat, ale prowadzący wyświetlał nieciekawe hentaie i nie potrafił „rozgrzać” atmosfery.

Nowatorskim i bardzo ciekawym rozwiązaniem było przygotowanie sali fanartowej, która zarządzał Yen i to właśnie on miał tam najwięcej ciekawych atrakcji. Przed salą przyczepiono wielkie kawałki papieru, na którym każdy mógł zostawić po sobie pamiątkę.

Panele i konkursy odbywały się w większości wg planu, jednak wyświetlanie anime na mainie nie mogło być bardziej porąbane. Puszczane anime nie były tymi z listy z informatora, niektóre nie miały napisów, albo czasami z braku laku nic nie leciało. Jednak na obu salach projekcyjnych nie siedziało zbyt wiele osób, więc nie wywołało to takiego niezadowolenia jak odwołanie innych atrakcji z panelówki czy konkursówki, zwłaszcza, że w dzień anime leciało praktycznie non –stop.

To, do czego również można się przyczepić, to ilość nagród na konkursy. O ile same nagrody były dobre, bo można było często spotkać single, DVD i artbooki, to jednak ich ilość, w wielu wypadkach pozostawiała wiele do życzenia. Chodzi tu zwłaszcza o cosplay, w którym wcześniej już przeze mnie opisana grupa scenkowa z „Naruto”, składająca się z kilku(nastu?) osób, dostała jako nagrodę JEDEN! artbook (będą sobie najwyraźniej wyrywać strony, albo potną na kwadraciki). W mniej ważnych konkursach nie był to aż tak widoczny problem, ale na cosplay, moim zdaniem, powinno się z góry przeznaczyć większą ilość nagród, która by najwyżej potem została. Miejmy nadzieję, że na następnej edycji orgowie inaczej rozwiążą ten problem.

Sprzętu na konwencie było wystarczająco, w każdej sali znajdował się komputer i telewizor, a w mainach i sali AMV również rzutniki, które wyświetlały dobry, ostry obraz. W DDR roomie rozłożono 3 metalowe maty plus jedną do PiU, w konsolówce znajdowały się 4 stanowiska z różnymi konsolami. I chociaż w panelówkach przydałyby się rzutniki, to jednak ich brak nie sprawiał wielkiego problemu, bo prowadzący atrakcje wiedzieli wcześniej, że takowego sprzętu nie będzie, więc nie przygotowywano zbyt wielu atrakcji, w których należało rozpoznawać coś z obrazków. Ogólnie telewizory wystarczały.

Kończąc wspomnę jeszcze o ochronie, która mi osobiście zupełnie nie przypadła do gustu, bo: pierwsze, zrobiła sobie sleep koło prysznica, z którego notorycznie chamsko byli wyganiani uczestnicy chcący się umyć, bo „ludzie co tu leżą też potrzebują prywatności”; po drugie, najeżdżała na bogu ducha winnych uczestników, bo „nie zgasili światła”, albo na będących „za głośno”, co było nie do uniknięcia, o godz. 23 na konwencie; po trzecie: wiało od nich % najbardziej na konwencie, więc skoro chcieli kultury, to chociaż sami powinni stwarzać jej pozory. Ogólnie jednak na konwencie było spokojnie, obyło się bez żadnych ekscesów i bez wywalania, mimo, że pani-z-okna-z-naprzeciwka bardzo się starała to zmienić, wzywając co jakiś czas służby prawa (pozdrawiam panią naprzeciwka, bo wszyscy mamy to samo).

Podsumowując konwent był świetny, bo miał bardzo mało błędów organizacyjnych, atrakcje były różnorodne, było ich wiele i stały na wysokim poziomie, orgowie bawili się razem z uczestnikami, konwent trwał w sam raz, nie za długo, nie za krótko, okolica była fajna i przede wszystkim Pierni utrzymywał swój niepowtarzalny, luzacki klimat. Nie mam się za bardzo do czego przyczepić, oprócz tego, że niestety większość ludzi wyjechała w niedzielę po południu, co jest zrozumiałe patrząc na termin imprezy, ale przy piątkowym terminie, również byłoby podobnie, bo wtedy część nie przyjechałaby na piątek i również wyjechała w niedzielę. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że był to jeden z najlepszych moich konwentów w życiu i od dłuższego czasu najlepszy na północy Polski. Piszę się na następną edycję w ciemno i mam nadzieję, że za rok tak wysoki poziom się utrzyma i będzie nawet jeszcze lepiej.



blog comments powered by Disqus