O prelekcjach i Geek Datingu słów kilka

Autor: Roan
Korekta: Hagath
5 września 2013

W dniach 29 sierpnia – 1 września na kampusie Politechniki Warszawskiej odbyło się doroczne święto polskiej fantastyki. W internecie można znaleźć wiele relacji z tego wydarzenia, w których dużą część zajmują (niestety) nieprzychylne opinie dotyczące błędów, jakie organizatorzy popełnili w związku z akredytacją uczestników, przygotowaniem noclegów, rozplanowaniem atrakcji oraz reagowaniem na wynikłe niedogodności. Jednak czy naprawdę było aż tak źle? Postanowiłem napisać niniejszy tekst wyłącznie po to, aby podzielić się wspomnieniami dotyczącymi punktów programu, w jakich wziąłem udział w trakcie Polconu 2013. Tym samym zamierzam w miarę możliwości zrezygnować z krytyki organizatorów, której jest już pod dostatkiem w innych relacjach.

Pierwszą fantastyczną rzeczą, z jaką miałem styczność na Polconie było zwiedzanie muzeum Star Wars, zorganizowanego przez Warszawski Fanklub Star Wars Centerpoint. Było to prawdopodobnie największe wyzwanie, które do tej pory stanęło przed tą organizacją, ale trzeba przyznać, że poradzili sobie znakomicie. W muzeum, mieszczącym się pomiędzy salami prelekcyjnymi Star Wars i Star Trek, zgromadzono liczne eksponaty nawiązujące do uniwersum odległej galaktyki, z czego największe wrażenie zrobiły na mnie rzeczy powiązane z Mandalorianami oraz makiety gwiezdnych niszczycieli. Dosyć spory ruch utrzymywał się w tym pomieszczeniu przez wszystkie cztery dni konwentu.

Prelekcja GOŚĆ: Śmierć na 1001 sposobów okazała się ciekawym doświadczeniem. K. Piskorski dokonał subiektywnego wyboru przedmiotów z całego świata, których wspólnym mianownikiem było zastosowanie w celu wyrządzenia jak największej krzywdy bliźniemu. Należy przyznać, że pomimo upływu wieków od ich skonstruowania, nawet dziś starcie z nimi byłoby nieprzyjemne. Bez względu na to, czy byłby to afrykański bumerang-brzytwa, czy dziewiętnastowieczny pistolet-sygnet, starcie z nimi zawsze mogło zakończyć się śmiertelnie.

Niepozorny chłopak występujący pod pseudonimem Planetourist próbował w czwartkowy wieczór odpowiedzieć na pytanie: Damy i Dżentelmeni, czyli kto?. Uważam, że była to jedna z najlepszych prelekcji na Polconie. Okazuje się, że znaczenia tych określeń ewoluowały wielokrotnie. Twórca prelekcji zachęcał do lektury Polskiego Kodeksu Honorowego Boziewicza. Już wcześniej słyszałem o tym dosyć znanym tytule, który jest cennym źródłem wiedzy o stosunkach społecznych w II Rzeczypospolitej. Sądzę jednak, że nie trzeba być entuzjastą historii, aby czerpać przyjemność z czytania tego dzieła.

Piątkowe południe spędziłem w sali RPG 4, gdzie oddawano się refleksjom na temat Potomstwo, dzieciństwo i młodość w świecie postapokaliptycznym. Prelekcję prowadziło dwóch zapalonych eRPeGowców, przy czym jeden niedawno został ojcem, a drugi chwilowo żyje bez tak poważnych zobowiązań. Nie obyło się bez wiwisekcji przykładowych scenariuszy do sesji, modyfikowania mechaniki i kreowaniu żywego świata w uniwersum zdominowanym przez  śmierć. Dużo czasu poświęcono odwołaniom do Neuroshimy.

Blok Star Wars oferował uczestnikom delektowanie się rozmaitymi dziedzinami w obrębie odległej galaktyki. Brotherhood of the Sith oferowało zgłębianie tajników Ciemnej Strony Mocy. Z kolei przedstawiciel Warszawskiego Fanklubu Centerpoint wprowadzał uczestników Polconu w świat biotechnologii prelekcją o zarazach, epidemiach i broni biologicznej. Piątek był też dniem mojego debiutu na warszawskim konwencie. Poprowadziłem dwugodzinną prelekcję pt. Punkt przełomu w historii odległej galaktyki – Wojny Klonów. Wbrew pozorom, o samych Wojnach Klonów powiedziałem niewiele. Skupiłem się na tym, jak galaktyka się zmieniała pod ich wpływem; jak było przed, a jak po tym konflikcie. Cieszę się, ponieważ miałem sporą i zaangażowaną publiczność. Wszystkich, którzy nie mieli okazji wysłuchać tego wystąpienia, a chcieliby to nadrobić, zapraszam na Kapitularz (20-22 września 2013 w Łodzi) oraz na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier 2013 (4-6 października 2013 również w Łodzi).

Ostatnim piątkowym punktem programu, który odbył się w ramach Dni Nauki były Trzy łyki urbanistyki czyli jak projektować, budować i niszczyć wioski, twierdze i miasta. Pomimo późnej pory zdołałem zachować uwagę przez całą godzinę. Ta atrakcja była niepowtarzalną okazją do przypomnienia sobie bądź nadrobienia zaległości wielu faktów w dziedzinie architektury, historii, geografii oraz sztuki wojennej. Obok rzeczowo podanych faktów można było się też pośmiać. Jeden ze sztandarowych cytatów tej prelekcji: w Polsce katapultą zwykło się nazywać wszystko, co działa na zasadzie P-TONG , jeszcze długo będzie gościł w mojej pamięci jako symbol Polconu 2013.

Sobotni poranek był dla mnie sentymentalną podróżą do czasów podstawówki. Nie od razu Kaczogród zbudowano – spotkanie fanów dwutygodnika Kaczor Donald odbyło się w niemal rodzinnej atmosferze. Redaktorzy pisma przybliżyli zebranym historię powstania Donalda, opowiadali o trudnościach jakie napotykali od 1994 roku i snuli wspomnienia o gadżetach dodawanych do gazety. Historie lepkich rączek i śmierdzących bomb, chociaż momentami poważne, głównie rozśmieszały zebranych.

Mam to szczęście, że było mi dane wziąć udział w absolutnie pionierskiej inicjatywie Polconowej, jaką był Geek Dating. Nie było łatwo na niego dotrzeć (event zlokalizowano na ostatnim piętrze budynku przeznaczonego na Games Room), nie wszyscy chętni mogli też wziąć udział (podobno była spora lista rezerwowa). Samo wydarzenie trwało ponad 3 godziny i było mimo wszystko dosyć wyczerpujące. Nie jest łatwo w 3 minuty opowiedzieć o sobie tyle, by zainteresować płeć przeciwną i jeszcze usłyszeć od partnerki/partnera coś równie ciekawego, szczególnie, że około 60 osób naraz robi to samo, siedząc w gorącym i wąskim korytarzu. A trzeba było powtarzać tą czynność około 30 razy. Dzięki Bogu, organizatorzy zdawali sobie z tego sprawę, służyli wodą mineralną, a w połowie zrobili przerwę regeneracyjną i przynieśli nam ciasteczka korzenne. Jeżeli chodzi o dziewczyny, które wzięły udział w Geek Datingu (o chłopakach za wiele nie mam do napisania), to muszę przyznać, że było kilka naprawdę interesujących. Oszacowałem, że około 1/3 była z Warszawy, pozostałe z całej Polski, jednak wiele w rozmowie wskazywało, że żyją między dwoma miastami. Zdecydowana większość wydawała się być zainteresowana różnymi dziedzinami fantastyki, grami i książkami, jednak jedna z nich oświadczyła mi wprost, że przyszła za namową koleżanki, a z rzeczami, które dzieją się na Polconie nie ma w swoim życiu nic wspólnego. Dosyć często okazywało się, że dziewczyny zapisywały się na wydarzenie ze znajomymi; kiedy rozmawiałem z kolejną z nich, okazywało się, że to koleżanka poprzedniej. Podejście uczestniczek do wydarzenia określiłbym jako zabawa-eksperyment z zamiarem ewentualnym poznania kogoś bliżej. Cóż… w sumie właśnie takie samo podejście miałem i ja. Podsumowując uważam, że to było ciekawe doświadczenie i nie żałuję nawet, że zajęło mi prawie połowę konwentowej soboty. Myślę, że warto kontynuować tę ideę przy okazji kolejnych Polconów, ale można by zrobić to trochę inaczej. Na przykład rozbić na tury i dni; jeżeli zgłosi się (tak jak tym razem) 30 uczestniczek i 30 uczestników, to podzielić ich na 2 grupy i niech 15 par poznaje się przez 5 minut w jednym pomieszczeniu, a 15 w drugim. Następnego dnia można zamienić przedstawicieli jednej płci pomieszczeniami i akcję powtórzyć. Byłoby bardziej komfortowo. A tak poza tym, było naprawdę ciekawie. Lecz czy efektywnie? Cóż… to wciąż jeszcze może się okazać. Uczestnicy bardzo często podawali na zakończenie Geek Datingu kontakty mailowe osobom, które im się spodobały. Ta forma komunikacji raczej nie sprzyjała kontaktowi na samym konwencie. A teraz, gdy wróciliśmy do domów, to się dopiero okaże, czy 3 minuty mogą zaowocować czymś więcej.

Punktem kulminacyjnym każdego Polconu jest gala wręczenia nagród im. Janusza A. Zajdla. Tegoroczna gala odbyła się w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki. Kiedyś myślałem, że nie jest to coś, czym warto by sobie zawracać głowę i na co warto by poświęcać czas. Moje myślenie zmieniło się, kiedy rok temu, na Polconie we Wrocławiu kolega namówił mnie, żebym jednak tam poszedł. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie wtedy część artystyczna, a także nieoczekiwane zwroty akcji jak chociażby informacja o przyznaniu tegorocznego Polconu Warszawie. Również w tym roku podczas gali miały miejsce nieoczekiwane zwroty akcji; w końcu nie zawsze obydwie nagrody, za opowiadanie i za powieść, wędrują do rąk jednego autora. Część artystyczna była mniej efektywna niż rok temu, ale mimo wszystko dawała radę.

Niedziela jest zawsze ostatnim dniem konwentu, a wszelkie niedzielne punkty programu odbywają się po oficjalnym zamknięciu imprezy. Mimo to nawet w niedzielę można było się dobrze bawić. Pożegnanie z Polconem rozpocząłem od dwugodzinnej zabawy z Whose Line is it anyway? w wykonaniu Okashii Ookami. W końcu dane mi było dowiedzieć się o co chodzi w tej zabawie i cieszę się, że to nastąpiło, ponieważ mi się podobało. Twórcy stanęli na głowie, byleby tylko wyśmiać wszelkie niedogodności konwentu, a ich skecze były naprawdę dobrym lekarstwem na wspomnienia o złych momentach Polconu.

Ostatecznie z imprezą pożegnałem się przychodząc na ostatnią prelekcję w programie, odbywającą się w ramach bloku Star Wars. Od rozpoczęcia aż do zakończenia Kultury Mandalorian liczba uczestników stale rosła, co jest dosyć nietypowe jak na końcówkę konwentu. Jednak biorąc pod uwagę, że to była jedyna ostatnia prelekcja (absolutnie nic innego się w tym czasie już nie działo w głównym budynku), było to całkiem zrozumiałe. Opowieść o starożytnych Taungach, kolorach beskarowych zbroi i hełmów z wizjerami w kształcie litery „T” nie mogła jednak trwać wiecznie. Polcon 2013 dobiegł końca. A w mojej pamięci pozostaną jednak przede wszystkim te dobre chwile. Na zakończenie tekstu, który właśnie popełniłem chciałbym jeszcze raz serdecznie podziękować wszystkim, których spotkałem na największym polskim święcie fantastyki. Z mojej perspektywy, w szczególności wielkie podziękowania należą się Centerpoint. Gratuluję i dziękuję. Bez Was ten konwent nie mógłby się udać. Niech Moc Będzie z Wami.




blog comments powered by Disqus