Relacja z LARPa "Watershed II: Ślubowaliśmy ubóstwo"

Autor: Paweł "Werner" Pietkiewicz
21 października 2009

Z samego rana do stolicy Natangii przybył oddział Friggijski i garstka Askańczyków. Poselstwa namiestnictw zostały natychmiast przyjęte przez Namiestnika Brauda, który nie krył zadowolenia z faktu wysłania wsparcia Comes Palatinus - oddziału zaciężnych, radykalnych figginsowców wyspecjalizowanych w tropieniu czarownic i heretyków, a także opata Aleksandra Flinvesa - kapłana Figginsa z Deimaru i wytrawnego dyplomaty.

Gdy południe już minęło, podążył rzeczony opat drogą ku Alba Stellae, gdzie napotkał buntowników, co sprzeniewierzyli się Prowincji i Zakonowi. Wśród nich zoczył takowoż zakonników osłaniających karawanę wysłaną przez ojca Hilderyka do Kalidii. Tam pod groźbą śmierci, kapłan zmuszony został do podpisania oświadczenia, iż nie widzi winy w działaniach ojca Volanta i Wolnej Natangii.

Zaopatrzeni w ten list heretycy ruszyli w pochodzie do Roiron by przekazać bluźniercę Pixela Komandorii, lecz drogę zaszła im banda dzikusów walcząca ramię w ramię z Kompanią Brata Magnusa, niegdysiejszego zakonnika i stronnika Volantystów.

Zaatakowani buntownicy poszli w rozsypkę tracąc jeńców i skazując swych dowódców na niewolę. Niedługo później, wykorzystując chwilę nieuwagi, brat Walhus i siostra Przecława zbiegli do Roiron błagając o pomoc sił prawowiernego Zakonu. Uzyskawszy zapewnienie jej uzyskania od Białego Kapłana, ojca Boecjusza Białego, ruszyli w pościg za najemnikami do Alba Stellae, gdzie jednak ściągnęły oddziały węglarskie, które zdawać się mogło czekały już na zakonników. Czyżby doszło do zdrady?

Tymczasem do miasta doszły wieści, iż ojciec Volant ujęty został przez oddziały Comes Palatinus. Zanim doprowadzono go do miasta, heretyka odbili zielonoskórzy.

Zdemaskowany przez brata Godfryda, ukrywający się brat Pixel, mimo brawurowej ucieczki, został ujęty przez straże. Rzecz to znamienna, że miał on przy sobie wyrwane pomięte stronice z pamiętnika brata Walhusa, które, dzięki opatrzności Naszej Pani czuwającej nad zakonnikiem, pozwoliły dawnemu sędziemu Wolnej Natangii na oczyszczenie się z zarzutów przed hierarchami zakonnymi. Na mocy namiestniczego rozkazu, bluźnierca Pixel został przekazany mistrzowi małodobremu i subsekwentnie ścięty ku uciesze gawiedzi, która wiwatowała ucieszona przelewem krwi. Prowadzone podówczas, przez braci Godfryda i Walhusa, negocjacje z orkami traktujące o oddaniu zbrodniarza Volanta nie doszły do skutku, gdyż te, wpadły na pomysł straszliwy, by go olbrzymią armatą rozerwać. Nim jednak jednak wypróbowano na nim ciężkie działo, zostało ono wzięte jako łup przez Comes Palatinus podczas napadu na orcze obozowisko tipi i zawleczone z niemałym trudem do stolicy.

Niedługo trzeba było czekać aby połączone siły węglarzy, rozwścieczonych napadem dzikich plemion wodza Gharka i dumnych Skaaldów Taurona Walecznego wkroczyły do fatalnie bronionej stolicy. Dopiero ich rajd za miasto został powstrzymany przez nieliczne siły zakonne, które odważnie w popłochu opuszczały Komandorię.

Wygnany Zakon, ścigany przez przeciwników aż pod Coy, szukał schronienia w wąwozie Viskunda, lecz wszędzie czaiły się zbójeckie bandy. Wśród odludnych wąwozów, opłacony by śmierć zadać bratu Walhusowi, czaił się zamachowiec. Czujność i oddanie zakonników sprawiły iż skończył zasieczony mieczami zakonników. W tych niespokojnych czasach, pozostali przy życiu bracia obrali Dowódcą Zakonu Naszej Pani Ziemi Argathii Ziemi Natandzkiej brata Walhusa i uznali za bezpodstawne wcześniejsze oskarżenia kierowane przeciw godności siostry Przecławy. Kiedy do nich dołączyła - przyjęli ją już bez uprzedzeń.

Uratowany z oblężonego miasta, wysiłkiem ojca Konrada Szarego, Namiestnik Braud dowiedział się od Komandora o spisku szykowanym na jego życie przez ojca Boecjusza.
Dzięki interwencji orków, Boecjusz został ujęty i zawleczony do Roiron. Stało się to jednak nie w porę. W tej samej godzinie Namiestnik i Mistrz Gabriel Braud został z zaskoczenia zdradziecko raniony przez nieznanego najemnika. Rana, z pozoru niegroźna, okazała się być śmiertelna. W zamieszaniu po śmierci Brauda, zdradziecko zgładzeni zostali także dwaj
pozostali członkowie kapituły Natangii - ojciec Konrad i ojciec Boecjusz.

Niechybnie w Natangii doszłoby do wojny domowej, gdyby nie ujawnienie się cudownie odnalezionego Namiestnika Marwida, który po zmierzchu bez przeszkód przejął władzę w mieście. Gdy wieczorem rozbrojony Zakon negocjował z Namiestnikiem warunki powrotu do komandorii w mieście, do brata Walhusa dotarła nietypowa przesyłka. Kto ją przekazał i jaki miał w tym interes?
Po zmierzchu do stolicy wjechał ojciec Insitator, Wizytator Zakonu Naszej Pani Domu Argathii z Elary, w pod osłoną oddziałów zakonników okrytych czarnymi płaszczami. Okazało się, że na jego stronę przeszli Waleczni, z pewnością zmamieni wizją listów żelaznych, amnestii i pieniędzy. Przyjechał zaprowadzić porządek w Natangii. Kiedy dla większego dobra Dowódca Zakonu, brat Walhus zaaprobował atak wizytatorskich oddziałów na Comes Palatinus, ojciec Volant zginął niepostrzeżenie z rąk własnych ludzi, a przez miasto kroczyło truchło cyrulika. W całym tym zamieszaniu Faktoria Handlowa zwinęła interes i po cichu ewakuowała się z miasta z powierzonymi jej pieniędzmi.

W trakcie rozmów Wizytatora Zakonnego z Namiestnikiem, w bibliotece zdarzyły się dziwne rzeczy. Zakradnąwszy się do niej grupa heretyków, wpadła w obłędny zaśpiew wzywając interwencji złych sił. Zanim Czarne Płaszcze dopędziły do gmachu biblioteki, po rytuale nie było już ani śladu. Usłyszały jedynie kilka wyzwisk od kłębiącej się pod sufitem brązowej grzybni, którą potraktowali ogniem. W trakcie zarządzonego przez Wizytatora przeszukania budynków Komandorii w Roiron, od stawu Halena nadciągnął powiew morowego powietrza. Straszliwy odór obwieścił pochód Mlaskacza - szkaradnego potwora ociekającego zielonym śluzem i trupim jadem. Bezmyślny atak mieszkańców na stwora, jedynie go
rozwścieczył. Ślepa i pokraczna istota, obrzydliwa i plugawa, zanim odeszła, zaniosła śmierć wielu tym, którzy uwierzyli, że mury Roiron były w stanie zapewnić im ochronę.

Nocą w Alba Stellae, za pozwoleniem resztki zakonników Wolnej Natangii, jakiś mąż odwiedził ponoć skarbiec Namiestnictwa w AS. Zakonnicy przepadli bez wieści. Co się z nimi stało?

Aleksander Flinves, posądzony o nekromancję i udział w zwabieniu do miasta Mlaskacza, nie był w stanie udowodnić swej niewinności. Dopiero interwencja Namiestnika Marwida zapewniła mu nietykalność. Jakim cudem ocalił skórę skoro jego wina była oczywista?

Po wysłuchaniu zeznań zakonników i zapoznaniu się z dostarczonymi przez nich dowodami, o. Insitator na mocy pełnomocnictw Wielkiego Mistrza Bodryka z Forme zaaprobował obór brata Walhusa na stanowisko Mistrza Zakonu Naszej Pani Domu Argathii Ziemi Natandzkiej, a siostry Przecławy na Białą Kapłankę Roiron.

Jedną z pierwszych decyzji następcy ojca Gabriela, ojca Walhusa był rozkaz przeszukania i przesłuchania wszystkich mieszkanek Roiron. Mimo wysiłków zakonników, Miłosiernej, przywódczyni Węglarzy, dotąd nie odnaleziono. Czy wykiwała wszystkich i ukryta na północy znów będzie zawiadywać atakami heretyków?

3 Października, na poznańskiej Cytadeli odbyła się kolejna odsłona larpa Watershed, organizowanego przez Stowarzyszenie Mage.pl w ramach programu "Wielkopolskie Larpy", mającego na celu ożywienie środowisk lokalnych i zabawę uczestników - od gimnazjalistów po absolwentów uczelni.

Patronat nad grą objął Marszałek Województwa Wielkopolskiego - Pan Marek Woźniak, serwisy Ezoterycznypoznan.pl, Portal Valkiria.net i portal Larp.pl.

Z samego rana - od godziny 10.00, pod Dzwonem Pokoju poznaniacy mogli podziwiać zbierające się grupy graczy, a o 12.00 rozpoczęła się rozgrywka, która trwała do późnej nocy.
Na północy Cytadeli organizatorzy wznieśli potężne miasto Roiron: z karczmą, szkołą włókiennictwa, biblioteką komandorii zakonnej, świątynią, budynkiem sądu i siedzibą Namiestnika. i Mistrza Zakonu ojca Gabriela Brauda. W środku miasta stanęły, na postrach banitom i heretykom, dyby, pień i szubienica.
Na południu natomiast powstało, pełne tipi, obozowisko zielonoskórych i osada kupiecka Alba Stellae, zajęta przez buntowników Wolnej Natangii.

"Co tu dużo mówić, Watershed II moim skromnym zdaniem należy do grona najlepszych larpów na jakich byłem. Zawsze znajdzie się coś na co dałoby się ponarzekać, a to ktoś nie wczuł się w rolę, a to ktoś się nudził, a to nie wiadomo było co się dzieje, ale taka już specyfika tego rodzaju rozrywki jaką jest larp i biorąc to pod uwagę naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Ogromna ilość świetnie wyglądających przedmiotów, scenografie, fabuła i generalnie bardzo dobre stroje, oraz przeważnie przyzwoite odgrywanie złożyły się na jak najbardziej pozytywną ocenę larpa." mówi Marcin, uczeń liceum Marii Magdaleny, grający na larpie karczmarza Ryszarda Rodzynka.

"To był najlepszy larp na jakim byłem jako gracz. [...] Masa intryg, nagród za głowę, zadań i kabał, które tylko wisiały w powietrzu czekając na gracza. Ja jako stary wyga doceniam nawet to, że nie podaliście mi gotowego kłesteningu na talerzu, tylko stworzyliście faktycznie żyjący świat i daliście mi wytyczne, jak się weń wkręcić. Reszta zależała już tylko wyłącznie ode mnie." opowiada Filip, brat Marcina, student matematyki - członek Zakonu Naszej Pani Domu Argathii, brat Boy.

"Na drugą odsłonę Watersheda cieszyłem się przede wszystkim ze względu na bardzo dużą (przewidywaną) liczbę uczestników. Nutka wrodzonego pesymizmu i wyjątkowo zniechęcająca aura, którą ujrzałem za oknem z samego rana, zasiała we mnie ziarno wątpliwości, ale kiedy dotarłem pod Dzwon Pokoju i ujrzałem mnóstwo poprzebieranych, wyekwipowanych, zwartych i gotowych graczy serce we mnie urosło :) W Poznaniu można robić LARPy na które przychodzi grubo ponad sto osób, a Watershed ma niesamowity potencjał." uważa Kuba, odtwórca postaci chłopki Helgi, który na co dzień pracuje w biurze obsługi klienta.

"Nie będę długo się rozwodzić, miasto było zrobione bajecznie, wrażeń nie brakowało. Dziękuję wszystkim za świetną zabawę. " pisze siedemnastoletni Rion.

"Główne miasto i Alba Stellae wyglądały genialnie. Szubienice, tablice ogłoszeniowe i dyby nadawały miastu naprawdę zacnego wyglądu. [...] Szczególnie w mojej pamięci zapisze się pojedynek [...] na picie wody w karczmie. Zresztą sama karczma też miała swój specyficzny klimat i była miejscem, w którym naprawdę miło było mi przebywać. Stroje były w mojej opinii bardzo dobre, pojawiły się sztandary - jednostki były w miarę jednolicie umundurowane i można było się domyślić kogo widzimy naprzeciwko siebie. Fabuła wydawała się mocno zakręcona i wielowątkowa." napisał we wrażeniach z imprezy Mikołaj "Abdel" Kondej, Prezes Stowarzyszenia Mage.pl, którzy przybył gościnnie na Cytadelę by robić zdjęcia uczestnikom.

Andrzej, grający bibliotekarza, ojca Piusa, weteran poznańskiego larpowania przyznaje -"Był to jeden z najlepiej kontrolowanych larpów, w jakich miałem przyjemność brać udział i pomagać, a było ich niemało. Może rzeczywiście zatrzymywanie gry nie było najlepszym rozwiązaniem, ale jeszcze nie widziałem terenówki, gdzie znalazło się lepsze rozwiązanie, co najwyżej równie dobre."

Fenomen magnetyzmu larpowania stara się wyjaśnić Marcin:
"Cała magia dużych larpów polega na tym, że nie da się być wszędzie i każdy diametralnie inaczej pamięta tę samą grę, więc nie ma co żałować, że się czegoś nie zrobiło, tylko miło wspominać wszystkie fajne scenki jakich było się świadkiem. Gra się generalnie dla samej przyjemności odgrywania i o to w tym chodzi."

"Jestem przekonany, że [...] z każdego idzie zrobić Larpowca, bo to naprawdę wielce ciekawe zainteresowanie (rozwija ogólnie, wiedza i horyzonty się poszerzają, a i kultura sportowa się szerzy). Człowiek z Pasją zaraża innych z mocą której on sam nawet pojąć nie może. Czasami trzeba do czegoś dojrzeć, czasami wystarczy impuls i już wszystko leci z górki. Gracze, czasami podczas larpa odwalają szopkę i zachowują się strasznie, ale to przeświadczenie gier MMORPG trudno zmyć. Bo tam jak się kliknie na NPC to daje questa, skilla, albo coś tam jeszcze. Wszystko jest podane na tacy w przystępnej i mało odżywczej kolorowej papce dla mózgu." - dzieli się swymi wrażeniami Tymek - "Ja przychodząc na larpa, czuję ten charakterystyczny dreszczyk emocji, co dzisiaj Pani Przeznaczenie dla mnie zgotuje. Na koniec zacytuję mojego kolegę Callsifera: "Odejdź od komputera, zmień się w bohatera!"



blog comments powered by Disqus